Anita Demianowicz

Anita Demianowicz

W Panama City jest kilka lotnisk, jeśli jednak lecisz z Europy to na sto procent Twoim portem będzie Tocumen International Airport. Lotnisko jest położone ok 30 km od centrum stolicy. Poniżej znajdziesz krótki przewodnik, porady i informacje praktyczne jak się odnaleźć po przylocie.

pon, 07 lipca 2014

Lawa

Dusiłam się. Nie mogłam złapać tchu. Nie mogłam oddychać. Naciągnęłam bawełnianą chustkę i na wysokości ust i nosa przycisnęłam ją do twarzy, starając się oddychać tylko ustami. Wiedziałam, że oddychanie nosem jest bezpieczniejsze, ale nie chciałam czuć smrodu. Zgniłe jajka. Siarkowodór – opary wydobywające się z wulkanu Telica w Nikaragui.

pon, 30 czerwca 2014

Surfowanie po wulkanie

Spojrzałam w dół. Poczułam, że robi mi się słabo, że omdlewam. Serce załomotało. Przymknęłam oczy i wzięłam kilka głębokich oddechów. No i po coś, głupia, patrzyła?, zbeształam się w myślach. Wiedziałam, że lepiej tego nie robić. Ale zrobiłam. Zawsze to samo. No dobra, to jeszcze raz. Znów spojrzenie w dół. Ty chyba oszalałaś! Naprawdę chcesz to zrobić?!

pon, 23 czerwca 2014

Wulkanoholizm

Leżałam wpatrując się w wentylator dudniący nad głową. Od tyłu owiewał mnie drugi, stojący. Upał był nieznośny. Wiatrak kręcił się na wszystkie strony, a ja leżąc na łóżku w krótkich spodenkach i kusej koszulce zamykałam oczy i udawałam, że oto jestem na plaży, ale takiej bez piasku, dając owiewać się morskiej bryzie. Niby do prawdziwej plaży nie miałam daleko, ale odstręczała mnie myśl o tonie śmieci, piasku w każdym zakamarku plecaka i tłumie Nikaraguańczyków, wgapiającym się we mnie jakby pierwszy raz widzieli białą kobietę.

sb, 14 czerwca 2014

Między wulkanami

I wtedy objawił się przede mną ON. Serce zamarło z wrażenia, a skóra ścierpła. W oczach pojawił się zachwyt. Wpatrywałam się w niego zahipnotyzowana. Był piękny. Niewiarygodnie piękny. Wydawał się taki potężny i silny, nieokiełznany, wręcz niebezpieczny i to mnie tak bardzo w nim zachwycało. Wiedziałam, że aby go zdobyć, jestem w stanie zrobić wszystko.

pt, 06 czerwca 2014

Spotkania trzeciego stopnia

Włączyłam latarkę. Ciemność została rozgromiona wąskim snopem światła. Przesunęłam ją w prawo, potem w lewo. Uniosłam się na łokciach i spojrzałam pod siebie. Czysto. W takim razie to pewnie komary, pomyślałam. Wróciłam na swoje miejsce. Latarka również. Po pięciu minutach znów poczułam, że coś w najlepsze mnie wcina.

wt, 27 maja 2014

Szukając pumy 2

Pobliskie wzgórza wyściełane zielonym aksamitem, porośnięte były bujnie drzewami. Ich czubki, tonęły w gęstych  szarych chmurach. Rosnące przy drodze palmy bujały się na wietrze. Brunatna rzeka, nad którą przejeżdżaliśmy zgrywała się kolorystycznie z przyrdzewiałym mostem, którym przekraczaliśmy wodę. Przyroda tak bujna, że oczy z trudem wyłuskiwały z zieleni niewielkie domki, poukrywane skrzętnie w zaroślach.

pt, 23 maja 2014

Park Narodowy Chirripo

Stacja rangersów otwarta od szóstej rano – głosił napis przed wejściem. Spodziewanego tłumu chętnych nie było. Ostrzegał nas przed nim właściciel hostelu, twierdząc, że o pozwolenie na wejście do Parku Narodowego Chirripo (Kostaryka) i na najwyższy szczyt o tej samej nazwie, stara się każdego dnia wiele osób, a liczba biletów jest ograniczona do zaledwie czterdziestu.

pon, 19 maja 2014

Kanadyjki

W pensjonacie panowała cisza i spokój. Lubię takie miejsca. To nie kolejny hałaśliwy hostel, w którym człowiek nie może znaleźć dla siebie kąta. Pensjonat był wyjątkowo tani. Zupełnie nie potrafiłam zrozumieć tego fenomenu. Czysto spokojnie, a prywatny pokój kosztował mniej niż łóżko w okolicznych hostelach. Od kilku dni próbowałam zarezerwować tu pokój, ale wciąż słyszałam, że brak miejsc. Któregoś dnia po prostu poszłam tam z plecakiem i zostałam. Pokój się znalazł. Okazało się, że wcale nie tak łatwo o miejsce nie dlatego, że pensjonat jest przepełniony, ale dlatego, że właściciel wybiera sobie ludzi, którym pozwala u siebie zostać.

pon, 19 maja 2014

Szpital na peryferiach

Ulica była zastawiona samochodami. W większości skupiały się one wokół rozstawionych przy niewielkim budyneczku białych namiotach. Przy nich kręcił się tłum. Szyld budynku dumnie głosił, że w tym miejscu znajduje się towarzystwo przyjaciół dzieci. Jednak dzisiejszego dnia nie dzieci były tu w centrum zainteresowania, a psy i koty. Zbliżając się jednak ku namiotom, nie słyszałam żadnego ujadania, a jedynie rwetes i krzątaninę. To ktoś podjeżdżał i taszczył ze sobą klatkę ze zwierzakiem, to dwoje ludzi, trzymając za łapy, przetransportowywało z jednego pomieszczenia do drugiego uśpionego psa, to anestezjolog krzyczała, by przynieść jej kolejnego pacjenta.


Strona 1 of 2