nd, 21 lutego 2016

Trzy Krzysie

Słyszę, więc piszę. Blog Adama Grzybowskiego
Krzysztof Szewczyk Krzysztof Szewczyk Fot. M. Kosycarz

W Gdyni wystawili właśnie sztukę „Być jak Krzysztof Krawczyk”.

Bardzo wzruszającą zarówno dla tytułowego bohatera, który zjawił się na premierze, jak i licznie zgromadzonej publiczności, oddającej mu należne hołdy. Na niedzielnym spektaklu, jedynie z Krawczykiem w tle, można się było skupić na tym, co wymyślił autor, reżyser wydobył z Zespołu, a artyści Teatru Miejskiego zagrali jak z nut: śpiewając, tańcząc i recytując zaskakująco dobrze. Nawet koncertowo.

      Na scenie zderzyło się kilku obszarów polskiej rzeczywistości: komputerowa, obyczajowa, a nawet klezmerska. Dzięki czemu też można było wybierać między dwoma Krzysztofami: Krawczykiem i Klenczonem. Co wyglądało na odautorską sugestię, że następnym razem zobaczymy spektakl „Być jak Krzysztof Klenczon”. Albo trzymając się Krawczyka – „Być jak Krzysztof Szewczyk” (także interesujący przypadek ze świata muzyczno – show biznesowego).

     O tym, ze Szewczyk jest wart Krawczyka, upewnia Wikipedia. Dzięki niej wiadomo, że obaj są prawie rówieśnikami: Szewczyk liczy zaledwie o dwa lata mniej od Krawczyka; że Krawczyk – to „polski piosenkarz obdarzony charakterystycznym barytonowym głosem, gitarzysta i kompozytor”, a Szewczyk „jest dziennikarzem telewizyjnym i radiowym, konferansjerem, tłumaczem języka szwedzkiego oraz przedsiębiorcą (prezesem firmy dystrybuującej kosmetyki" [nazwa i adres znane redakcji].

     Przy czym Szewczyka opisano w wiki, głównie w związku z jego prowadzeniem. Tzn. że prowadził: audycje Studia „Rytm”, wiele programów rozrywkowych w TVP, m.in. „Przeboje Dwójki”, „Wideoteka”, „Jarmark”, program „Dozwolone od lat 40”, początkowo sam, następnie z Marią Szabłowską oraz audycję „Niedziela będzie dla was” w Radiu Złote Przeboje. A także, że uchodzi. „Uchodzi za autora polskiego określenia „teledysk” – jako odpowiednika angielskiego „videoclip”.

     Wszystko, o czym wyżej, stanowić może zaledwie materiał wyjściowy dla leniwego scenarzysty. Ambitniejszy weźmie na warsztat to, o czym w Wikipedii nie napisali. A profesjonalista sięgnie do wywiadów w „Plejadzie” i na portalu sklepów Rossmana, nie pomijając komentarzy czytelników i znawców tematu. Śmiechom i żartom też nie będzie końca.

     Póki co jednak pozostańmy przy Krawczyku z ul. Bema. Bo naprawdę warto. W każdym razie na „spektaklu radiowym” artyści dali z siebie wszystko, a nawet znacznie więcej, niż się tego można było spodziewać.

--

Retro teksty: http://radiogdansk.pl/index.php/blogi-rg/itemlist/category/139-slysze-wiec-pisze-blog-adama-grzybowskiego.html

Adam Grzybowski

Tytuł zobowiązuje. Powinno więc być głównie o tym, jak odpowiadam, gdy mnie pytają: „co słychać?”. Czy jednak wystarczy zawierzyć jedynie własnym uszom?

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież