Dom z zewnątrz wyglądał niewinnie. I ślicznie. Różowiutki cukiereczek. Wokół piękny ogród. Zaglądam do środka. – A to mój współlokator – mówi Anthony, mój host. Robi mi się trochę nieswojo. Nie planowałam zostawać w domu z dwoma facetami, którzy w dodatku o dziesiątej rano piją rum. Miał być tylko Anthony i w sumie mógłby sobie pić, co tam chce i o której chce. Ale miał być tylko on. Szybki bieg myśli przez głowę. Co teraz, co teraz?

Czytaj dalej...

Obudziłam się zlana potem. Nie, to nie był koszmar. Na pewno nie. To ta duchota. Powietrze przesiąknięte żarem. Miasto nabrzmiałe palącym słońcem, ciepłem rozgrzanych silników samochodów. Trzecia nad ranem. Znów nie mogę spać. Dwie godziny, trzy, cztery. Wokół wszyscy zawzięcie chrapią. Część łóżek wciąż pusta. Nie wszyscy jeszcze wrócili z nocnych wojaży po Panamie.

Czytaj dalej...

- Gdzie pani się zatrzyma? – zapytała urzędniczka, nie obdarzając mnie nawet cieniem uśmiechu. – Napisałam przecież – odpowiedziałam drżącym głosem. Drżenie wywołane było tonem głosu i groźnym spojrzenie mundurowej. – Calle Cadiz.

Czytaj dalej...

- Wiesz, ja chyba jestem szalona? Nie chyba. Na pewno jestem. – Rzekłam do Szanownego Małżonka, gdy z buziami, skierowanymi ku słońcu, leżeliśmy na kocyku, w ogrodach Charlottenburg, łapiąc ostatnie wspólne promienie. Do odlotu zostały trzy godziny.

– Czemu tak uważasz? – Zapytał.

Czytaj dalej...

Berlin mnie nie oczarował. I nie tłumaczy tego fakt, że ogólnie nie przepadam za dużymi miastami, bo są takie, które od pierwszego widoku, zapachu mnie uwiodły i długo nie pozwoliły o sobie zapomnieć. Takich miast mogłabym wymienić wiele: Budapeszt, Barcelona, Lizbona, Monachium, Praga. Nawet Bukareszt, który jedni kochają, inni nienawidzą, miał dla mnie w sobie to „coś”. Może nie ten czas.

Czytaj dalej...

Jestem nieuleczalnie chora… Tak, wiem, że to nie najlepszy moment na to, by robić wyznania. Zwłaszcza takie i to na dzień przed wyjazdem. Jeszcze jedną nogą stąpam po polskiej ziemi. Każdym porem skóry odczuwam chłód morskiego powietrza i bałtyckiej bryzy i jednocześnie ciepło, bijące od mojego męża. Druga stopa już od dłuższego czasu bada nowy ląd za oceanem, a skóra czuje promienie tropikalnego słońca. Przestępuję niecierpliwie w oczekiwaniu na nieznane, na przygodę, na nowe doznania, niespodzianki.

Czytaj dalej...