pt, 23 maja 2014

Wiktoria No.6 : człowiek musi sobie od czasu do czasu polatać

Rejestr wiktorii. Blog Dariusza Filara

Na szóstym miejscu w rejestrze wiktorii umieszczam upowszechnienie transportu lotniczego. Gdy niezapomniani Zdzisław Maklakiewicz i Jan Himilsbach we wspaniałym filmie Andrzeja Kondratiuka „Wniebowzięci” zapragnęli wykorzystać sowitą wygraną w toto-lotka na coś zupełnie nadzwyczajnego i w normalnych warunkach całkowicie niedostępnego, zdecydowali się na zakup biletów lotniczych. Dzisiaj to, co jeszcze niedawno wabiło urokiem niemal magicznym, przesuwa się w obszar zwyczajności.

Dziesięć lat temu - w 2004 roku - wszystkie porty lotnicze w Polsce obsłużyły łącznie 8,8 miliona pasażerów. Do 2013 roku liczba ta prawie się potroiła i sięgnęła 25 milionów pasażerów. Od samego wzrostu całkowitej liczby podróżnych jeszcze bardziej interesujące wydają się dokonywane przez nich wybory miejsca odlotu. W 2004 roku warszawskie Okęcie obsłużyło 6 milionów pasażerów czyli ponad 68% całego ruchu. W ubiegłym roku z Okęcia odleciało 10,7 miliona podróżnych, a więc już tylko niespełna 43% wszystkich udających się w podróż. To przesunięcie w proporcjach wskazuje na wydatny wzrost znaczenia regionalnych portów lotniczych i dowodzi włączenia w sieć transportu lotniczego całego szeregu miast poza Warszawą. Znakomitym przykładem tej zmiany jest gdańskie lotnisko im. Lecha Wałęsy – przed 10 laty skorzystało z niego niespełna pół miliona pasażerów, a w ubiegłym roku już 2,8 miliona i liczba trzech milionów zbliża się wielkimi krokami. Nie bez znaczenia jest także to, jak wyglądają lotniska, z których korzystamy – uroda gdańskiego dworca lotniczego znana jest mieszkańcom Trójmiasta, ale także Poznań i Wrocław mają obiekty na europejskim poziomie.

Na upowszechnienie się polskiego latania wpłynęło wiele czynników. Nie sposób przecenić otwarcia naszego nieba dla tanich przewoźników. Krajowy LOT zderzył się ze znacznie trudniejszą niż kiedyś konkurencją, ale cenowa dostępność miejsc w samolotach niepomiernie wzrosła. Ogromną rolę odegrały spopularyzowanie zagranicznej turystyki i wzrost emigracji zarobkowej. Pośrednio – i być może przejściowo – skłoniła także do latania trwająca modernizacja trakcji kolejowej i wydłużenie się czasu przejazdu pociągami; powrót do normalności w tej sferze może na nowo przetasować argumenty w wyborze między samolotem i pociągiem. Jednak niezależnie od tempa, w jakim dalej będzie rosła skłonność Polaków do latania, już dziś można powiedzieć, że stało się ono jednym z trwałych składników modernizacji naszego życia.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież