śr, 07 stycznia 2015

Wiktoria No.10: Wsiąść do pociągu

Rejestr wiktorii. Blog Dariusza Filara
Wiktoria No.10: Wsiąść do pociągu Fot. Agencja KFP/Mateusz Ochocki

Koncentrując uwagę na słowach, które wymsknęły się pani minister Elżbiecie Bieńkowskiej („Sorry, taki mamy klimat”) i na odwlekającej się dacie startu pociągów Pendolino (wreszcie ruszyły!), przegapiliśmy chyba trochę bardzo istotną zmianę, jaka dokonała się w ostatnich latach w polskim kolejnictwie i zasługuje na to, by zaliczyć ją do naszych wiktorii. Tą dziesiątą polską wiktorią jest przywrócenie blasku dworcom kolejowym.

Przecież obok szybkości i komfortu samej podróży pociągiem nie mniej ważne jest w jakich warunkach do niego wsiądziemy – jak uzyskamy informację o interesujących nas połączeniach, jak kupimy bilet i jak będziemy czekać, jeśli zdarzy nam się przesiadka. A pod tym względem polskie dworce kolejowe oferują dzisiaj coś kompletnie odmiennego od tego, co miały do zaproponowania jeszcze kilka lat temu.

 

Spójrzmy na trasę Gdynia – Warszawa. Dzisiejszy dworzec gdyński powstał w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku i groziło mu wówczas poważne niebezpieczeństwo, że zastygnie w ciężkim kształcie stalinowskiego socrealizmu. Talentowi architekta, prof. Wacława Tomaszewskiego, zawdzięczamy sprytną ucieczkę z tej pułapki ku nawiązaniom do gdyńskiego modernizmu z lat trzydziestych. Po przeprowadzonym w ostatnich latach remoncie „Gdynia Główna” na nowo stała się jedną z tych budowli, które wyznaczają charakter architektoniczny całego miasta. Ale nie tylko o bryłę dworca tu chodzi. Na uwagę zasługują także jego wnętrza, w których drewniane elementy wystroju każą powracać myślą do czasów narodzin portu, a uratowane freski Juliusza Studnickiego przypominają, że dworzec kolejowy ma w niemałym stopniu cechy gmachu reprezentacyjnego.

 

W Warszawie nasz pociąg z Gdyni przybywa na dworzec „Warszawa Centralna”. Budowla oddana do użytku w 1975 roku należała do sztandarowych inwestycji epoki Edwarda Gierka i zrobiono wiele, by wpisała się w świadomość społeczną (przypomnę, że to tutaj działał inż. Stefan Karwowski, serialowy czterdziestolatek). Niestety, z upływem lat największy dworzec Warszawy coraz mocniej kojarzył się z brudem i chłodem, a jednocześnie rozległą pustynią, w której podróżnemu trudno było się odnaleźć. I znowu dopiero przeprowadzony w ostatnich latach remont sprawił, że „Warszawa Centralna” stała się miejscem przyjaznym dla podróżnych. Mimo czterdziestu lat, jakie upłynęły od zakończenia budowy, daje poczucie przebywania w przestrzeni nowoczesnej i zaryzykuję twierdzenie, że poczucie to jest dzisiaj intensywniejsze niż wtedy, gdy przekonywał do niego inżynier Karwowski.

 

Przywrócenie blasku dworcom kolejowym na szczęście nie dotyczy wyłącznie wielkich miast. Ukończony niedawno remont dworca w Nowym Sączu pozwolił mu na godne nawiązanie do pięknych czasów kolei galicyjskiej, zgrabny budynek dworca w Modlinie, który bliski był popadnięcia w całkowitą ruinę, cieszy dzisiaj oko nową dachówką i jasnymi tynkami, leżący przy trasie SKM dworzec w Rumi – poza tradycyjnymi funkcjami dworca - stał się piękną biblioteką i lokalnym centrum kultury.

 

W konkursie na najpiękniejszy dworzec kolejowy Europy wiele polskich dworców już dzisiaj miałoby bardzo duże szanse. A przecież na dworce w Sopocie i Wrzeszczu dopiero czekamy.

 

Więcej w tej kategorii: « Wiktoria No.9 : Tak cię piszą

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież