pon, 23 czerwca 2014

Plotkarze

Okiem rewolucjonisty. Blog Jerzego Borowczaka
Plotkarze Fot. freeimages.com

Opinia publiczna jest w większości zdegustowana treścią publikowanych nagrań czołowych polityków i innych uczestników życia publicznego. Znacząca część opinii publicznej jest również oburzona przestępczym procederem nielegalnego nagrywania rozmów najważniejszych osób w państwie.

Obywatele mający w sobie silnie zakodowany instynkt państwowy obawiają się o stan bezpieczeństwa narodowego, gdyż dla każdego obywatela jest oczywistym, że takie przestępcze podsłuchy mogą być wykorzystywane do szantażu. Dlatego kluczową, najważniejszą kwestią, oprócz równoległych konsekwencji politycznych wobec „plotkarzy”, jest ustalenie kto, dlaczego, z czyjej inspiracji, dokonywał tego skandalicznego łamania prawa, podsłuchując rozmowy osób sprawujących najważniejsze funkcje w państwie.

 

Żaden z polityków nie powinien się dziwić reakcji opinii publicznej na ujawniane podsłuchy. Ocena moralna tych, co podsłuchują i tych, co publikują, jest jednoznaczna. Podsłuchujący łamią prawo, a publikujący tworzą szambo z życia publicznego.

 

Jest też druga strona medalu tych wydarzeń tak żywo komentowanych. Wystarczy, aby każdy z nas, wyobraził sobie, że jest podsłuchiwany i nagrywany np. przez rok czasu i wyciąga się z tych nagrań „najsmaczniejsze” fragmenty, w których po prostu paplamy bez szczególnej refleksji. Czy nie zdarza się nam obmawiać innych w rozmowach z kolegami przy piwie, albo z koleżankami przy kawie? Gdyby to nasze plotkarstwo, odpowiednio „zredagowane” opublikować w sieci, bardzo wielu z nas ubyłoby znajomych i bardzo długo nie chodzilibyśmy z podniesionym czołem.

 

A kim są politycy, czy oni są nieskazitelnymi bożkami uświęconymi w akcie wyborczym? Oczywiście że nie, pozostali takimi samymi ludźmi jak byli, takimi samymi, jak my, z zaletami i wadami. Jest wszakże jedna istotna różnica, która uzasadnia społeczne oburzenie na polityków „plotkarzy”. Otóż ci politycy, którzy tak ochoczo w rozmowach koleżeńskich plotą bzdury, często zupełnie sprzeczne z tym, co głoszą w oficjalnych wypowiedziach, są pracownikami Suwerena, czyli Narodu i powinni, ba, MUSZĄ swoją pracę wykonywać profesjonalnie. Dlatego nieuniknione będą konsekwencje polityczne i jak powiedział premier Donald Tusk, nie można wykluczyć przedterminowych wyborów, aby poddać się pod osąd społeczny. Jednak warto pamiętać, aby w tym sądzie obywatelskim, czyli akcie wyborczym, nie dać się zwieść okazjonalnym „obrońcom” wolności i demokracji. Nie wolno nam zapomnieć np. słów wypowiedzianych w debacie wyborczej urzędującego wówczas premiera Jarosława Kaczyńskiego z liderem opozycji Donaldem Tuskiem, w 2007 roku w telewizji, kiedy ten pierwszy oświadczył, że posłał natychmiast tajne służby za swoimi koalicjantami. Warto w ocenie tych niedopuszczalnych plotkarskich kolacji, zważyć rangę i zagrożenie dla wolności i demokracji, wypowiadanych słów przez różnych polityków w przeszłości i dzisiaj, również tych, którzy dzisiaj przybierają się w pióra niewiniątek.

 

P.S Ja nie jestem politykiem, nie jestem dyplomatą. Ja jestem w polityce, by służyć moim wyborcom.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież