pt, 15 maja 2015

Wysoki koszt niskiej ceny

Blog Leszka Szmidtke
Wysoki koszt niskiej ceny Fot. freeimages.com

Minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz apeluje o zmianę podejścia przy przetargach publicznych. Chodzi o to, by wśród kryteriów pojawiał się zapis o warunkach pracy, żeby startujący w przetargach nie obniżali ceny swojej oferty kosztem pracowników i żeby np. wśród wymogów był punkt domagający się umów o pracę.

Może się zapędziłem zbyt daleko w korzystnej interpretacji słów ministra pracy, który wspominał o wykorzystaniu tzw. klauzuli społecznej w zamówieniach publicznych bez podania szczegółów. Tak do końca nie wiem, czy ma to być obowiązujący zapis, czy może tylko zalecenie lub odwołanie się do etyki organizatorów przetargów. Mogę się natomiast odwołać do własnych doświadczeń. Dumnie wyprężę pierś i na tym poprzestanę. Kilka lat temu coś koło 2009 - 2010 roku, czyli w czasie mocno już rozkręconych przetargów poprzedniego rozdania unijnych pieniędzy, zapytałem kilka osób, czy w publicznych przetargach nie powinno być wymogów dotyczących umów o pracę. To, że szefowie firm budowlanych nie byli tym zainteresowani nie budziło mego zdziwienia. To, że niektórzy związkowcy byli taką propozycją zaskoczeni zdumiewało mnie najbardziej. Niestety spora grupa samorządowców lub szefów spółek komunalnych organizujących przetargi byli temu równie przeciwni jak budowlańcy. Wyjaśnienie jest niestety proste. Wprowadzenie takich wymogów mogłoby zmniejszyć oszczędności czynione w pierwszych latach komunalnych inwestycji. Wykonawcy prac musieliby doliczyć do kwot w przetargach ów koszt umów o pracę. No i wtedy mniejsze oszczędności i mniejszy splendor dla oszczędnych wójtów, burmistrzów, prezydentów lub wspomnianych prezesów spółek komunalnych. A przecież takie pieniądze można przeznaczyć na kolejne inwestycje lub powiększenie zakresu wykonywanych prac!

 

Tak więc nie było chętnych na zainicjowanie takiego, oddolnego ruchu. Każdy byłby na tym stratny, no może prawie każdy. Nikt sobie nie zawracał głowy losem pracowników gdzieś tam na dole płacowej drabiny. Dopiero fala upadłości i krzywdzonych ludzi wywołała pewną refleksję. Może i oszczędności poczynione w ten sposób wyglądały efektownie, ale niezadowolenie wynikające z powszechnego stosowania umów cywilno-prawnych, zwanych niekiedy "śmieciowymi", też ma swoje znaczenie. Mówiąc krótko: wspomniane oszczędności były złudne. No i teraz, kiedy instytucja państwowe (jak GDDKiA) oraz samorządowe przystępują do nowej serii przetargów okaże się, jaką drogą będą postępować. Napisałem, że oszczędności były złudne… Nieprawda: były rzeczywiste. Jednak nie policzono tzw. kosztów pośrednich. Każde zerwanie zamówienia, ogłaszanie nowych przetargów, poniekąd zmuszanie firm do nadmiernych oszczędności na robociźnie lub materiałach odbija się bądź też wkrótce na nas się odbije. Po prostu niska cena ma też swój koszt. Niemała grupa firm w ogóle nie startowała w publicznych przetargach. Na pytanie "dlaczego?", właściciele odpowiadali, że chcą by ich przedsiębiorstwa istniały i zależy im na własnych pracownikach.

 

Nie wiem, czy refleksja pana ministra przyniesie jakąkolwiek zmianę w przetargach. Jeżeli jednak inwestorzy (państwowi lub samorządowi) nie zmienią zasad, to tym bardziej nie zrobią tego wykonawcy startujący w przetargach. Mam nadzieję, że to nie jest głos powodowany zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi i tzw. koniunkturą polityczna, ale rzeczywistym dostrzeganiem problemu kosztów i jakości prac. No a poza tym, gdzie mają się kształtować dobre zwyczaje jak nie w publicznych przetargach?

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież