sb, 06 czerwca 2015

Gaz łupkowy

Blog Leszka Szmidtke

Czy jest jeszcze sens wracać do gazu z łupków? Wiele na to wskazuje, że jest to już pieśń przeszłości (więcej za chwilę). Przy tej okazji można jednak się bliżej przyjrzeć dwóm sprawom: postawie środowisk lokalnych i zachowaniu państwa (polityków i administracji), gdy pojawia się taka okazja.

Od pewnego czasu wycofują się z poszukiwań gazu łupkowego z Polski duże, zagraniczne koncerny. Zaczęło się kilka lat temu, a niedawno przeczytałem o końcu współpracy PGNiG oraz koncernu Chevron. Dlaczego? Wprost nikt nic nie mówi, ale kilka czynników spowodowało, że zagraniczne firmy zaprzestały w Polsce poszukiwań. Z jednej strony są to powody zewnętrzne, z drugiej tzw. czynniki wewnętrzne.

 

Nie ma co ukrywać, że dla dużych, globalnych koncernów podstawowym kryterium jest zysk. Kiedy światowa cena gazu zaczęła spadać, kiedy na rynku gazu zrobiło się po prostu go za dużo, wtedy kosztowne prace poszukiwawcze stały się nieopłacalne. Nie wiem, jak długo utrzyma się ta sytuacja, ale na pewno wystarczająco, żeby zniechęcić wspomniane firmy do dalszego pakowania milionów dolarów w poszukiwania w mało sprzyjającym otoczeniu. Inna sprawa to coraz większa powszechność takich poszukiwań w świecie i równocześnie odkrywanie lub oddawanie do eksploatacji nowych złóż konwencjonalnych. Są one tańsze i bardziej przewidywalne.

 

Nie bez znaczenia jest postawa USA, które stoją przed podjęciem decyzji o uruchomieniu eksportu LNG do krajów, z którymi nie mają podpisanych umów o wolnym handlu. Cena gazu w Stanach Zjednoczonych jest bardzo niska i barierą będzie koszt transportu do państw azjatyckich i europejskich. Wygląda na to, że rewolucja łupkowa mająca miejsce w USA nie powtórzy się na taką skalę w żadnym, innym kraju. Coś na tym oczywiście skorzystamy, ale mniej niż mogliśmy. Nie mamy wpływu na zasoby i ich dostępność.

 

Niestety wskutek opieszałości lub pazerności naszych polityków i urzędników utraciliśmy jako kraj np. okazję do przeprowadzenia dokładnych badań geologicznych. Początkowo otrzymać koncesję poszukiwawczą było bardzo łatwo i w krótkim czasie przyznano ich koło setki. Wprawdzie toczy się postępowanie wobec kilku urzędników podejrzewanych o korupcję przy udzielaniu koncesji, nie zmienia to jednak faktu, że zobowiązania wobec chętnych były niewielkie. Dlatego między innymi były przypadki spekulacyjnego nabywania koncesji. Po prostu komuś się wydawało, że skoro to taki dobry interes, zawsze będą chętni do ich kupowania. Tym bardziej, że jak wspomniałem, zobowiązania były znikome.

 

Prace nad nowym prawem trwały w ministerstwach bardzo długo. Być może dlatego, że wielu się wydawało, iż chwyciliśmy Pana Boga za nogi. Pytając kilka lat temu o powody zwłoki między wierszami, usłyszałem od ówczesnego Głównego Geologa Kraju, że chcą, aby przede wszystkim polskie firmy je dostawały, a najlepiej z udziałem Skarbu Państwa. No i doczekali się. Wprawdzie polskie spółki m.in. PGNiG oraz PKN Orlen mają coraz więcej koncesji, ale to już prawie nic nie znaczy. Koncesje mają niewielką wartość, gdyż wprawdzie gaz łupkowy tam jest, ale jest bardzo głęboko (co mocno podnosi koszt poszukiwań i potencjalnego wydobycia), no a przede wszystkim jest go zbyt mało, żeby uzasadnić wydobycie.

Jeżeli do tego dołożymy niską, światową cenę, to mamy prawie kompletny obraz nieopłacalności. Mogą się cieszyć mieszkańcy okolic Klukowej Huty, Borcza, czy Lewina (że o innych nie wspomnę). Nic nie będzie im zakłócało spokoju lub krajobrazu. Wprawdzie pojawiły się w ostatnim czasie wyniki badań świadczące o niskiej szkodliwości odwiertów, tylko, że prawie nikogo to już nie obchodzi. Za późno.

 

Michał Wróblewski ekspert od poszukiwań i wydobycia ropy oraz gazu firmy Deloitte uważa, że niesprzyjające otoczenie prawne oraz pazerność państwa wprowadzające nowe podatki spowodowało niemal całkowitą ewakuację zagranicznych firm. Raczej nie wrócą. No i tu kilka słów o lokalnych środowiskach. Generalnie ludzie byli przeciw, bo… no właśnie – nie bardzo wiadomo dlaczego. Ktoś kiedyś widział w internecie film, w którym paliła się woda w kranie. To nic, że autor filmu przyznał się do manipulacji. Strach przed nieznaną przyszłością był silniejszy. Gdzieniegdzie mieszkańcy zachowywali się przytomnie i czekali co przyniosą odwierty, ale najczęściej powstawały lokalne komitety protestacyjne.

 

Interesowałem się zachowaniem różnych stron i widziałem pewną prawidłowość. Największymi przeciwnikami w miejscach atrakcyjnych turystycznie były osoby przyjezdne tzn. takie, które miały gdzieś w pobliżu domek letniskowy i dla których święty spokój i niczym niezmącony krajobraz był niemalże świętością. Mniej ważna była przyszłość ludzi tam mieszkających, którzy teoretycznie mogliby zarobić na gazie łupkowym. Poszukiwania i potencjalna eksploatacja bez wątpienia były ingerencją w środowisko naturalne, chociaż mniejsze niż głosili przeciwnicy poszukiwań. A że przy okazji wyjątkową nieporadnością wykazywali się przedstawiciele władz państwowych, samorządowych, koncesjonariusze i firmy poszukiwawcze (szczególnie jedna) więc mieliśmy prawdziwy festiwal protestów. Dziś już wiemy, że z tego źródła nie popłyną pieniądze na nasze emerytury. Nie wyciągamy także jako społeczeństwo żadnych wniosków na przyszłość np. jak rozwiązywać konflikty. Bolesna nauka, która poszła na marne.

 

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież