wt, 25 marca 2014

Zerwać paraliżujący ucisk. Przestać się bać!

Już nie tylko o bieganiu, ale zawsze z pasją. Blog Marcina Dybuka
Pływanie przestało być koszmarem. Pływanie przestało być koszmarem. Fot. Argonaut 1988

Przyznać się do słabości? Nie! Tak bardzo odpychamy to od siebie, że niemal wypieramy ze świadomości. A jak czegoś nie ma, to nic z tym nie można zrobić. Stajemy się niewolnikami lęku. A przecież wolność potrzebna jest każdemu z nas, zwłaszcza od tego, co nie pozwala żyć w pełni i trzyma w paraliżującym ucisku. Po 25 latach postanowiłem uporać się z takim uciskiem. Czy się uda? Nie wiem. Najtrudniejsze ciągle przede mną, ale to co się wydarzyło już napełnia optymizmem. W walce wspiera mnie kilku dobrych ludzi, z żoną na czele.

Niemal każdy z nas ma demona. Coś, co sprawia, że sztywnieją mu mięśnie, przestaje racjonalnie myśleć, wpada w panikę, a w ostateczności najchętniej by uciekł. Dla mnie to pływanie. Denerwuję się nawet jak dzieci i żona kąpią się w jeziorze. Okropne uczucie. Oni w wodzie, a ja na brzegu cały mokry z nerwów. Stało się tak, gdyż dwa razy się topiłem. Pierwszy raz jak byłem małym chłopcem. Na wczasach zostałem wrzucony do jeziora i kazano mi pływać. Skończyło się na strachu i płaczu. Kilka lat później, około 15 roku życia podczas kąpieli w morzu prąd zniósł mnie w głąb. Zmęczony postanowiłem stanąć na dnie. Jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że dno jest dużo dalej niż powinno. Wpadłem w panikę. Nic nie pomagało. Po kilku, a może kilkunastu sekundach walki w głowie pojawiła się jedna myśl: To koniec. Spojrzałem do góry. Zobaczyłem błękitne niebo. To miał być ten ostatni raz. Pożegnanie. I nagle poczułem jak ktoś mnie chwyta, wypycha do góry, abym złapał oddech. I tak kilka, kilkanaście razy, aż znalazłem się na brzegu. Tam padłem na piasek i łapałem powietrze niczym ryba. Żyłem.


Od tamtego dnia, a to już prawie ćwierć wieku, nie lubię głębokiej wody. Boje się jej. Kiedy przed ponad rokiem rozmawiałem z Marcinem Wojciechowskim, zastępcą dyrektora gdańskiego MOSiR-u i triathlonistą właśnie o triathlonie, powiedziałem, że to nie dla mnie. Nie dam rady. Mój demon mi nie pozwoli. On stwierdził, że wszystko jest w głowie. Problem, że trzeba jeszcze chcieć się zmierzyć ze strachem. W tym roku jeszcze raz zaproponował przygotowanie do startu. Tym razem w ? Ironmana. Biegam od prawie dwóch lat. Mimo ponad półrocznej kontuzji dystans 10 km nie będzie dla mnie problemem. 45 km na rowerze także wyjeżdżę. Ale jak przepłynąć prawie kilometr na otwartym akwenie? Robi mi się gorąco na samą myśl. Postanowiłem jednak na tym nie poprzestawać. Pod okiem fachowców spróbuję się przygotować do triathlonu, a w rzeczywistości do przepłynięcia kilometra na otwartym akwenie. Wiem, że najgorsze będzie przejście z basenu, gdzie nauczę się pływać, do morza. Nie mam nawet pewności, że dam radę.


Za mną miesiąc zajęć nauki pływania od nowa. Trzy razy w tygodniu. Poniedziałek 5.40. Czwartek 22 i piątek 20.40. Polubiłem wodę. Nawet żona się ze mnie teraz śmieje. Jednak pierwsze treningi nic takiego nie zapowiadały. Byłem w totalnym dole. Praktycznie cała grupa wyłoniona w konkursie MOSiR-u i Radia Gdańsk, która w ramach „Aktywuj się w triathlonie 2014” przygotowuje się do Triathlon Gdańsk, wyprzedzała mnie o kilka długości basenów. „Co ja tutaj robię?” – pytałem wściekły sam na siebie. „Nie mam ciekawszych zajęć?”. Na pierwszych treningach padło pod nosem wiele niecenzurowanych słów. Dawid Dobroczek, trener Szkoły Pływania Nurkowania i Ratownictwa Argonaut 1988, który wspólnie z ojcem wzięli najsłabszych pod swoje skrzydła wykazywał się cierpliwością. W wodzie ćwiczenia, a na brzegu rozmowy, tłumaczenia co i jak.


***


I jak? – zapytałam. Beznadziejnie! – usłyszałam wściekły głos Marcina. Po chwili zniknął w holu. Zaczął nerwowo rozpakowywać torbę. Tak było po pierwszych zajęcia na basenie. Tego akurat się nie spodziewałam. Szczerze? Nawet się trochę przestraszyłam. Ta sytuacja od razu mnie obudziła. Nerwowo myślałam, co powiedzieć.
Cóż, wyobrażałam sobie, że powrót z zajęć będzie wyglądał zupełnie inaczej. Można by rzec sielankowo. W głowie dudniło jedno pytanie. A co, jeśli zrezygnuje? Jeśli się wycofa? Co zrobić? Zerwałam się na równe nogi i chodziłam za nim po mieszkaniu wypytując o szczegóły i dodając otuchy. Cóż, trzeba się z tym zmierzyć – pomyślałam.  Ale co możesz powiedzieć komuś, kto panicznie się boi, kto zbliża się do czegoś, co go paraliżuje i przeraża, by przekonać się po pierwszej próbie, że nadal tak jest. A strach przed  wodą, której się tak panicznie boisz, nie chce odejść, nie odpuszcza. Zaczęliśmy rozmawiać. Po pierwszych trudnych doświadczeniach na basenie Marcin nie zniechęcił się. Nie poddał. Wszedł do niego znowu. To pragnienie wolności od lęku było silniejsze. Bo wolność potrzebna jest każdemu z nas, zwłaszcza od tego, co nie pozwala żyć w pełni i trzyma w paraliżującym ucisku.


***


Pierwszym przełomowym momentem był siad na dnie basenu. Nie od razu pojąłem jak wypuścić nosem powietrze z płuc i usiąść na dnie, porozglądać się i poczuć, że woda nie jest taka zła. Nauka „chodzenia” w wodzie, poruszania się w niej trwa w najlepsze. Pływanie żabką, nauka kraula i grzbietu, poszczególnych ich elementów, nurkowanie, kładzenie się na wodzie, fikołki pod, to wszystko z każdym treningiem sprawia, że coraz bardziej lubię ten żywioł.


***


Od miesiąca stałam się cichym towarzyszem Marcina w jego zmaganiach, trudach, gorliwości badania techniki kraula, żabki, czy grzbietu. Chodzenia w wodzie. Ale głównie kompanem w odkrywaniu frajdy z basenu. Tak! Wielkiej radochy! Kiedy po 2-3 zajęciach na basenie poszliśmy na basen i spa nie mogłam napatrzeć się na jego radość z pływania. Właściwie trudno było się skupić na pływaniu i spuścić go z oczu. Bawił się wodą jak dziecko. Ćwiczył. To dawało mu relaks, zadowolenie. Kiedy siedzieliśmy w saunie, którą oboje uwielbiamy, on po chwili uciekał do basenu. To nie ten sam Marcin – myślałam i cieszyłam się bardzo.


***


Na każdych zajęciach uczę się czegoś nowego. Robię drobne kroki do przodu. Przede mną dużo pracy, ale dziś wiem, że pływanie potrafi być fajne i chcę nauczyć się robić to dobrze. Nie wiem, czy zdążę przygotować się do gdańskiego triathlonu, 19 lipca 2014 roku. Ludzie z naszej grupy, która pod okiem powerOn3city i Argonautu przygotowuje się do zawodów, dodają sobie otuchy. Damy radę! – można usłyszeć niemal na każdym treningu i w rozmowach prywatnych. I dobrze! Wsparcie innych jest ważne, choć dla mnie ważniejsze jest, bym to co robię, robił w zgodzie z samym sobą.
Może się okazać, że będę potrzebował więcej czasu, aby zrobić następny, jakże ważny krok. Przełamać kolejny raz strach i zacząć pływać nie tylko w basenie, ale także w morzu, jeziorze, co jest niezbędnym elementem triathlonu. Wiem, że będzie to dla mnie bardzo trudne, choć nie ukrywam, że czasami leżąc w łóżku zmęczony po treningu projektuję sobie moment, kiedy najpierw wychodzę z wody po przepłynięciu 950 metrów, a następnie wbiegam na metę.
Podczas zajęć na basenie uczę się łagodności dla siebie, robienia kolejnych kroków w swoim tempie. Nie oglądam się na innych. Nie porównuję. Jestem ja i moje „strachy”, które krok po kroku rozbrajam. Uczę się siebie, analizować drobne sukcesy i porażki. Wyciągać wnioski. I kiedy tak się dzieje, to dziękuję Bogu, że trafiłem na tak fajnych ludzi, zarówno trenerów jaki i trenujących, z którymi pokonujemy kolejne granice. Każdy inne.
A co jeśli się nie uda i nie przepłynę 950 metrów w morzu lub innym otwartym akwenie? Skłamałbym gdybym powiedział, że nie zadaję sobie tego pytania. Czy będę przegrany? Pewnie dla wielu, w tym zwariowanym świecie, w którym tak często króluje kult jednostki, zwycięstwa, tak będzie. Jednak nie zawsze się wygrywa. Choć i to pojęcie jest względne. Bo ja wchodząc do basenu, przepływając kolejne metry czuję się dzisiaj cudownie!


***


A co jeśli? A co gdyby? To pytania donikąd. Przez nie stoimy w miejscu. Trzeba wyruszyć w drogę. Działać! Niekiedy musisz odpocząć. Tempo każdy ma swoje, inne. Byle tylko było. Życie składa się z podejmowania decyzji, pięknych doświadczeń i tych trudniejszych. Nie zatrzymuj się przy nich na zbyt długo. Idź. Każdy dzień jest pasmem różnych wydarzeń, którym nadajemy kolory. Niekiedy mam wrażenie, że zanadto są ciemne i przygnębiające. Tymczasem nawet na rzęsisty deszcz można spojrzeć z uśmiechem i potraktować jak psikus na dobry początek dnia. Tak dużo od Ciebie ode mnie zależy.


***


Cdn.

We współpracy z Aldoną Dybuk

PS. A, że człowiek nie samą walką z wodnymi demonami żyje, to zapraszamy także na naszego rodzinnego bloga. Tak piszemy o walce dnia codziennego, ale także, a może przede wszystkim o radościach tego dnia. Zajrzyj na majaitata.pl

Marcin Dybuk

Cenię sobie spotkanie z drugim człowiekiem. Szczególnie kulturalnym. Zarówno w świecie realnym, jak i wirtualnym. Doceniam ludzi, którzy łączą pracę z pasją.

Komentarze   

0 # Kathy 2017-10-08 21:42
I AM SO HAPPY DR TRUST, MY HUSBAND IS BACK.

I completely trusted Dr Trust totally from the time I spoke with him during the period my husband Left me after 11 years of our marriage, He started the spell work on my husband, and gave me so much assurance and guaranteed me that he was going to bring my husband back to my feet in just 48 hours of the spell casting. I was so confident in his work and just as he said in the beginning, my husband is finally back to me again, yes he is back with all his hearts, Love, care, emotions and flowers and things are better now. I would have no hesitation to recommend this powerful spell caster to anybody who is in need of help.. E-mail or his website: utimatespellcaster.com

WhatApp or call him +2348156885231

Do accept my gratitude sir.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj
0 # Kathy 2017-10-08 21:35
I AM SO HAPPY DR TRUST, MY HUSBAND IS BACK.

I completely trusted Dr Trust totally from the time I spoke with him during the period my husband Left me after 11 years of our marriage, He started the spell work on my husband, and gave me so much assurance and guaranteed me that he was going to bring my husband back to my feet in just 48 hours of the spell casting. I was so confident in his work and just as he said in the beginning, my husband is finally back to me again, yes he is back with all his hearts, Love, care, emotions and flowers and things are better now. I would have no hesitation to recommend this powerful spell caster to anybody who is in need of help.. E-mail or his website: utimatespellcaster.com

WhatApp or call him +2348156885231

Do accept my gratitude sir. .
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj
+3 # Uka 2014-03-30 09:01
Po prostu trzeba chcieć! Banalne, ale jak prościej podsumować? Gratuluję kolejnej wygranej walki z samym sobą.Podziwiam zapał, wytrwałość i apetyt na więcej :)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj
+5 # Magdalena Bardowska 2014-03-26 13:34
Dopóki walczysz - jesteś Zwycięzcą!
:-)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj
+5 # Karola 2014-03-25 23:56
Podziwiam. Przede wszystkim za odwagę i chęć do walki. Takie wewnętrzne demony drzemią w każdym z nas, jednak nie każdy potrafi stawić im czoła. Dobrze jest żyć ze świadomością, że są wśród nas ludzie, którzy potrafią zawalczyć o siebie i tym samym zarazić chęcią do działania innych.

Pozdrawiam i 3mam kciuki ;)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj
0 # Autor 2014-03-26 10:12
Dziękuję i także pozdrawiam
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież