pon, 07 grudnia 2015

Gdańsk (2/3) - zabytkowo i nie tylko

Z wąsem przez świat. Blog Piotra Markiewicza

Jedna z największych katuszy na jakie mogę się skazać dobrowolnie, to lot samolotem...
Nienawidzę latać (choć lęk wysokości jakoś o sobie nie daje znać) z racji problemu z zatokami czołowymi.
Kiedy samolot startuje, a potem już podchodzi do końcowej fazy lądowania czuję, jak by ktoś pompował mi w głowie wielki balon, który napiera na każdy milimetr czaszki. Wrażenia niezatarte i kompletnie nieprzyjemne - a potem się czuję "wypluty" jeszcze przez kilka godzin po lądowaniu. Z drugiej strony trudno jechać autem na weekend do Polski - tyle samo spędziłbym za kółkiem co na miejscu, także wyjścia nie było.
W Bristolu rzucało żabami, ale mniej niż prognoza zakładała - perspektywa coraz mniejszych świateł tego wielkiego miasta jakoś poprawiała mi humor, i to coraz szybciej kiedy faktycznie zaczęły maleć.
Wschód słońca w samolocie to jeden z bezcennych widoków, szczególnie jeśli się go doświadcza, mając świadomość że kilka kilometrów pod tobą leje jak z cebra...





Jak zwykle próbowałem się zdrzemnąć, ze skutkiem takim samym jak zawsze - zapomniałem jeszcze wziąć książkę do czytania i siedziałem wlepiony w powierzchnie chmur, które dziś przybrały kształty jak łańcuchy Alp.
Rozbawiła mnie rzecz, której wcześniej nie zauważałem.



Tak - nad popielniczką napisy o zakazie palenia.
W międzyczasie załatwiłem sobie fotkę z kapitanem - no jak lecieć i nie mieć zdjęcia z kabiny pilotów??



Byłem z siebie dość dumny, kiedy spoglądając z okna samolotu byłem w stanie zlokalizować wyspę Sobieszewską i ujście Wisły, bastiony odpływu Motławy czy stocznię i martwą Wisłę (przypominam jestem Bieszczadnikiem, nie Pomorzaninem).







Dworzec lotniczy w Gdańsku powitał majestatycznym wnętrzem (na tym lotnisku byłem ostatni raz 4 lata temu) - piękne oznakowanie powiodło mnie do schodów ruchomych - dalej "funkiel nówka" korytarz prowadzący do stacji Szybkich Kolei Miejskich (SKM).



Pociągi co kilka minut ale kasy nie ma....
Dobrze, iż przed wyjazdem doczytałem o możliwości kupienia biletu u konduktora, więc stresu nie było - jednak taka informacja powinna się znaleźć gdzieś na peronie.
"Wrzeszcz" i przesiadka - do 'Głównego" już niedaleko.



Tak naprawdę Gdańsk znam "palcem po mapie" - nigdy tak na dobrą sprawę nie byłem bez kogoś, kto sam zna to miasto - więc doświadczenie nowe i poniekąd ekscytujące.

Wysiadam na Głównym - czysto, schludnie i bez zbędnych zapachów psujących przyjemność poruszania się.
Ruszam w kierunku apartamentu - ratusz nowego miasta wybornie się prezentuje, po prawej wieża Dworca - wspaniale to wygląda.



Na Wałach Jagielońskich, jak widać, korków nie ma a jest niecała 11 w piątek - tuptam powoli chłonąc każdy budynek.
Jest pierwsza brama - Wyżynna a za nią "Katownia".





GPS w głowie (nie dotknąłem mapy przez cały pobyt w tym mieście) nakazuje kierować się za "Katownię" i Bramę Złotą.



I dalej na najbardziej znane miejsce z pocztówek - Długi Targ.



Taka malownicza trasa właśnie mnie czekała, zanim dotarłem do prowizorycznego "domu" na Lastidii.
Postanowiłem zbaczać trochę z wyuczonej trasy (coś tam z poprzednich odwiedzin mi się zachowało z topografii miasta) i był to strzał w dziesiątkę!!!!
Odbijając już na ostatnią "prostą" zobaczyłem "teatr szekspirowski" - zamek w Malborku nie zrobił takiego wrażenia jak ten obiekt, który wyrósł po prawej ku mojemu zaskoczeniu (zapomniałem, onieśmielony powabem miejsca, że ten obiekt tam właśnie jest).



Dalej już tuptałem Podwalem Przedmiejskim, wcale nie mając gorszych perspektyw, niż przed chwilą.



Kiedy zarysowała się wyspa Spichrzów skręciłem w prawo i dotarłem do miejsca rozładunku. Okazało się iż byłem szybszy od klucznika - ale miła pani poprosiła spocząć - nie czekałem długo (nie lubię czekać).
Jegomość był sympatycznie uprzejmy i to był pierwszy, żywy, styk z rodowitym Gdańszczaninem - nie szło skończyć tematów a kurtuazja na najwyższym poziomie.
Okazało się iż równie mocno, jak ja,  słucha RG - po formalnościach rozstaliśmy się.
"Miejscówka" godna kanclerskich wymagań, dlatego zarekomenduje -szczególnie, że zdjęcia w 100% nie oddają jakości oferowanego apartamentu.

Apartamenty


Okazało się, iż mój podróżniczy ekwipunek wymaga uzupełnienia, poza tym na Głównym jest "zguba" - raźnie ruszyłem w drogę powrotną zahaczając o sklepy. Zgubę już miałem po 12, część zakupów też, więc wróciłem do apartamentu i odreagowałem całą lotniczą przeprawę w wannie.
A tu, po rurce z kremem (najlepsze w Gdańsku) i "budyniance" apetyt wzrósł...
Czas ruszyć na polowanie - na stronie RG znalazłem pewien lokal...
No, ale gdzie jest (zgubiłem numery na Długim Targu) - i miotam się w jedną, to w drugą...
Nic - ruszam w kierunku Złotej Bramy i jest po lewej - Bar Neptun



Warto tam zajść - klimat, jak z dzieciństwa - zaczerpnięty z barów "mlecznych" - jedzenie domowe (tak bez cudzysłowie) i fantastyczna obsługa od odbioru talerzy aż po kasę, poprzez wydawkę.
Żywiłem się tam całe 3 dni pobytu i pójdę tam zjeść, za każdym razem będąc w Gdańsku.
Najedzony się rozanieliłem - wszak doleciałem, już zobaczyłem "pocztówkowe" miejsca - i co dalej??
Nie wziąłem statywu (ciemno się zrobiło i już nie dało rady zdjęcia "cykać " z ręki") więc tylko podziwiam piękne okoliczności...
Ponoć na Wrzeszcz spod Bramy Wyżynnej jedzie tramwaj, jak mi przed wyjazdem podpowiedziała Beatka - no to polazłem na przestanek.
Ciemno- a ledwo po 17 - wagonik zatrzymuje się przed moimi oczami - kasuje bilet 24 godzinny - a po co płacić za każdy przejazd, jak jutro na Wrzeszcz wrócę.
Że dotarłem to raz, a dwa, że w kolejnym wpisie ubiorę w słowa przygody "radiowe" - bo po tych emocjach powrót do Głównego Miasta był lekko określając,  zdjęciem z wyżyn wrażeń.
Dalej już się spokojnie toczyło - znaczy uzupełnię ostatnim wpisem.
Sobota bardziej trącała "radiowo" niż czymkolwiek - bo nawet wypad na benefis Panasewicza do Sopotu (prowadził pan Robert Silski) jednak bardziej był radiową częścią niż zabytkową.
Za to teraz wspomnę o komunikacji  w Trójmieście (może za szeroko napisane, bo do Gdyni nie dotarłem).
Tu "chcieć-to móc" - tu sobie zażyczyć przenieść się w inne miejsce to tramwaj, SKM, autobus.
Komunikacja w trójmieście jest właśnie fenomenem - w szoku byłem, kiedy uświadomiłem sobie, iż można tą sieć porównać praktycznie do połączeń Kraków - Katowice i jak dalece jest od wymienionej rozwinięta!!!
Pozwoliłem sobie na jeszcze kilka ujęć, przed powrotem do domu i wolny spacer bo Głównym Mieście.





W niedzielę z rana niskie ciśnienie dało się mocno we znaki - położyłem się, żeby chwilkę dospać a zdrzemnąłem się nieco za długo. Już nie bardzo czasowo była możność uderzenia na Sopot czy Gdynię, więc wybrałem się na miejsce, gdzie rozciąga się jedna z piękniejszych panoram na Główne miasto i okolice.



Forty na Górze Gradowej - jedno z wyższych wzniesień w Gdańsku - całe 46 metrów wysokości , ale jakże wystarczające, by zachłysnąć się tym miastem.







Pomyszkowałem oczywiście po fortach - zachwyciłem się bardzo - jestem fanem XIX wiecznych zabudowań obronnych. Wszystko odremontowane, pięknie oznaczone - nic tylko zwiedzać!!





Miałem ochotę kontynuować spacer - bo jeszcze trochę dnia zostało - najbliższy obiekt plac Trzech Krzyży (w tle) - to ujęcie majstrowałem kilka minut.



Nigdy nie byłem przed bramą stoczni i na samym placu - muszę przyznać, że choć pomnik jest skromny w formie, to robi wrażenie.



Oglądałem na żywo, spory kawałek czasu temu, pewien koncert, który odbywał się w tym miejscu - i wrócił w pamięci jeden bardzo szczególny utwór...

Mury - Jean Michelle Jarre

Chciałem Wałową ruszyć nad brzeg Motławy, ale musiałem troszkę zmienić trasę - przed moimi oczyma wyrósł potężny plac budowy - z tablic informacyjnych dowiedziałem się, iż powstaje w tym miejscu Muzeum Drugiej Wojny Światowej - no i niechcący zdjęcie będzie miało wartość lekko historyczną za kilka lat.



A potem napawałem się widokami Ołowianki i Pobrzeży. Pogoda zrobiła się łaskawsza dla ujęć, więc skorzystałem.







"Sołdek" stał tam, gdzie zawsze odkąd pamiętam - taki widok z dzieciństwa (mieszkałem przez chwile w Łapinie, pod Kolbudami)



Bramą Zieloną wróciłem na Długi Targ - Neptun przywitał pocztówkowo.



Postanowiłem jeszcze zrobić zdjęcie Zbrojowni, ale brak statywu i słabe światło nie dały efektu, tym bardziej iż przez remont, światła na obiekcie były wyłączone.



Wróciłem do domku na ciepłą herbatkę, wybrałem się na obiad i już zastał mnie wczesny wieczór - a dalej już był koncert i spotkanie z fantastyczną panią Krysią, a późnym wieczorem audycja.
Ale to już na część 3cią - radiową.
Zabrakło doby co najmniej - ale muszę wrócić. Tylko nie jak wcześniej na 3 godziny, lecz jak teraz - pomieszkać w tym mieście i wtedy nadrobię straty, bo dopiero mieszkając można zauważyć wiele rzeczy, które uciekają podczas wypadu jednodniowego i można poczuć klimat tego miasta...

A żeby ten klimat bardziej poczuć - zapraszam do pełnej galerii..

Tutaj znajdziecie mnie na  Facebooku "Z wąsem przez świat".

Do napisania!!!

Piotr Markiewicz

Nazywam się Piotr Markiewicz vel Piotr z Anglii - skończyłem 33 lata. Podróżuje, prowadzę dom i hodowlę krewetek ozdobnych z dwoma synami Bolkiem (2 lata) i Piotrem Juniorem (3 lata 5 miesięcy) - ogólnie prowadzimy trochę inny tryb życia niż nasi znajomi - uprawiam ogród, nie mam telewizora i trzymam się jak najdalej od standardów zachowań (w dobrym tego słowa znaczeniu) . Ukończyłem przemyską PWST na kierunku Politologia - specjalizacja Polityka Regionalna - licencjat. Aby być na bieżąco, zapraszam na mojego Facebooka Aby być na bieżąco zapraszam na stronę facebooka https://www.facebook.com/Z-w%C4%85sem-przez-%C5%9Bwiat-486200274872890/

Czytaj więcej: http://markiewicz.radiogdansk.pl/index.php/blogerzy/piotr-markiewicz

 

Nazywam się Piotr Markiewicz vel Piotr z Anglii - skończyłem 33 lata. Podróżuje, prowadzę dom i hodowlę krewetek ozdobnych z dwoma synami Bolkiem (2 lata) i Piotrem Juniorem (3 lata 5 miesięcy) - ogólnie prowadzimy trochę inny tryb życia niż nasi znajomi - uprawiam ogród, nie mam telewizora i trzymam się jak najdalej od standardów zachowań (w dobrym tego słowa znaczeniu) . Ukończyłem przemyską PWST na kierunku Politologia - specjalizacja Polityka Regionalna - licencjat.  Aby być na bieżąco, zapraszam na mojego Facebooka Aby być na bieżąco zapraszam na stronę facebooka https://www.facebook.com/Z-w%C4%85sem-przez-%C5%9Bwiat-486200274872890/

Czytaj więcej: http://markiewicz.radiogdansk.pl/index.php/blogerzy/piotr-markiewicz

Komentarze   

+1 # Helena 2015-12-10 23:27
Ja w przeciwieństwie do Ciebie, kocham latać. Uwielbiam te motylki łaskocące brzuszek od środka przy wznoszeniu się maszyny i lądowaniu ... Tylko zakochanie się można porównać do tego stanu ;-)
Fajnie opowiadasz ... Niestety pora późna, więc wpadłam dziś tylko na chwilę. Zajrzę innym razem na trochę dłużej, jeśli oczywiście nie będziesz miał nic przeciwko. Dobrej nocy.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież