pon, 14 grudnia 2015

Gdańsk (3/3) - radiowo, trochę nawet koncertowo - w kuchni i od kuchni

Z wąsem przez świat. Blog Piotra Markiewicza

Ostatnia część opisująca te wspaniałe 3 dni spędzone w Gdańsku.
Tutaj poznacie kilka osób, które wśród wielu innych tworzą atmosferę Radia Gdańsk, no i zobaczycie (może pierwszy raz) najważniejsze miejsca, w których realizuje się audycje, nagrania i koncerty.
Wróćmy do piątkowego, późnego popołudnia lub wczesnego wieczoru, gdzieś w okolicę Długiego Targu...
Porządnie najedzony zastanawiałem się jak spożytkować resztę dnia. Miałem przy sobie pewien mały przedmiocik przywieziony specjalnie dla jednego z redaktorów, który podobną przypinkę oddał 3 tygodnie temu na antenie innemu redaktorowi.
W Radiu Gdańsk istnieje wysokiej klasy koleżeństwo na linii prowadzący - słuchacze. I jeśli słuchacz lub redakcyjny kolega wspomnie na antenie, iż marzy o danym przedmiocie, jeżeli prośba może być spełniona - to praktycznie od ręki zmienia właściciela.


Tak właśnie było w tym przypadku - Paweł Luciński (wtedy jeszcze pan Paweł - dziękuje za przywilej zwracania się po imieniu) oddał na antenie panu Kamilowi Wicikowi wpinkę Public Images LTD w dodatku przywiezioną z Anglii. Od ręki postanowiłem powetować taką stratę.
Jako wierny słuchacz wiedziałem, iż w tym momencie (były okolice 17) prowadzi audycję, choć to nie jego pora...
Nie bardzo miałem pojęcie ile z Bramy Wyżynnej jedzie się na Grunwaldzką pod radio (bo według Beatki przystanek jest prawie że pod samym radiem - no i był, ku mojej radości) więc ruszam tak na zapas - ot sobie posiedzę gdzieś w poczekalni radia czy pokręcę się po okolicy.
Dotarłem przed bramę - nakręcony bardzo - pierwsza wizyta w Radio Gdańsk, więc było co przeżywać (okazało się później, o czym przeczytacie za chwilę, że każda wizyta to przeżycie jedyne w swoim rodzaju)- z tego wszystkiego nie zrobiłem fotki głównego obiektu - stąd załączam zdjęcie radia z innej  strony internetowej.



Domofon nie bardzo chciał być posłuszny - po chwili najzwyczajniej popchnąłem bramkę i została ostatnia prosta.
Pan ochroniarz oczywiście wpuścił w podwoje - ale dyskusja była lekko jałowa.
Ja, że Pan Luciński ma audycję i spotkanie jest w miarę zaplanowane, on że nic mu nie wiadomo o obecności Pawła w studio.
I znowu wymiana zdań - po chwili przypomniałem sobie, iż pani Kasia na recepcji miała mi oddać płytę wygraną u Pana Marka Cegielskiego w jednej z nocnych audycji.
Zmiana frontu - byle zająć czymś faceta.
W tym czasie jeszcze nawiązałem, iż redaktor Wicik jest na górze i że może u niego zaciągnąć języka co do Pana Lucińskiego.
Jednocześnie napisałem Panu Kamilowi, załączając zdjęcie, iż wiszę na recepcji...
Pan uprzejmie znalazł płytę i już ton był lżejszy, poprosiłem o wewnętrzny telefon do Wicika, pokazując jednocześnie, iż ze swojej strony też powiadomiłem Pana Kamila.
Dobijał się chwilę, moja wiadomość też dotarła....
Za chwilę zobaczyłem niesamowicie szeroki uśmiech postawnego człowieka i usłyszałem "no ale, panie Piotrze - przecież pan tu nie będzie czekał na dole, aż Paweł skończy audycję - zapraszam na górę na kawę lub herbatę".
Ło matko i bosko - ratunek nie dość, że przyszedł, to jeszcze taki mnie kopnął zaszczyt!!
Z panem Kamilem znaliśmy się i z Facebooka i z smsów których wysyłam setki miesięcznie - bo jestem wiernym słuchaczem, a ta stacja ma pewną wyjątkową rzecz - redaktorzy prowadzący "rozmawiają" ze słuchaczami SMSami - dzięki temu również bardzo sprawnie funkcjonuje "autopilot radia Gdańsk" - migawki informacyjne dla zmotoryzowanych którzy poruszają się drogami pomorza.
Kamil przedstawił mnie pani Małgosi Ławnickiej, pokazał dyżurkę, i wróciliśmy do głównego holu.



W sumie poczułem się swojsko - jaka "masakra" -  poszliśmy zrobić sobie gorące napoje z panem Wicikiem w radiowej kuchni  - a pan Kamil, jako gospodarz, na poziomie magnaterii Polski złotego wieku.



Usiedliśmy na zielonych siedziskach, tak mocno znanych z "selfie" gości na stronach RG.
Propozycja zwracania się po imieniu zwiększyła tylko poziom przyjemnej konwersacji.
Rozmawialiśmy jak starzy koledzy - to o książkach i pisaniu, to o dyferencjach między słowem mówionym a pisanym i specyfice pracy w radio - aż w końcu dotarliśmy do tematu "Wielkiego jabłka". No tu upust odczuciom i opisom dał Kamil i widać było jak samo już mówienie o tym mieście ma na niego wpływ, a co dopiero wizyta tamże. Jak sam stwierdził samo przebywanie w tym mieście wywołuje samoistny uśmiech na twarzy - miałem okazję obserwować przebieg wyprawy na FB, plus spoglądając na rozpromienioną twarz Kamila nie miałem wątpliwości, że tak właśnie jest - sam z chęcią kiedyś odwiedzę Nowy York.
Nawet się nie poczuło, iż uciekło pół godziny, odkąd Kamil zaprosił mnie na górę - i z cienia wyłoniła się postać, na widok której Kamil powstał i pożegnał się - w końcu Pan Paweł Luciński skończył audycję i nadszedł czas na "Muzyczną strefę" prowadzoną właśnie przez Kamila.
Na zdjęciu, jakie kiedyś dopadłem, Pan Paweł wyglądał strasznie niedostępnie i szczerze mówiąc na żywo nie mniej (zresztą na wszystkich zdjęciach, jakie są dostępne pała "radością" jeszcze bardziej niż na tym ze mną).
Po chwili okazało się jak sympatycznym rozmówcą jest Paweł, z którym również przeszliśmy "na Ty".
Biedny, wymęczony wyszedł ze studia a tu ja.
No i dyskusja poszła właśnie troszeczkę o pracy radiowca. Niby praca miła i przyjemna, na pierwszy rzut oka.
Kiedy przyjrzeć się głębiej zasłona opada i jest ona może inną formą wykonania zatrudnienia, lecz nadal pozostaje system zmianowy i zmęczenie pracownika.
Czyli świątek, piątek i niedziela - i nie ma przebacz.
Na to już mniej się zwraca uwagę, słuchając swojego ulubionego redaktora, że faktycznie dyżury są bez względu na obchody świąt świeckich czy kościelnych. Poza tym czas na antenie to jedno, a przygotowanie to druga strona medalu. Także nie jest tak różowo być redaktorem radiowym jak to się wydaje
Chciałem w sumie w pewnym momencie skończyć konwersację, bo słyszałem iż Paweł już na resztce głosu jedzie, no i od nowa rozgorzała rozmowa o znaczeniu głosu dla radiowca. Tu znowu wchodzi specyfika pracy i wspominaliśmy niedoleczonego Pana Tomka Olszewskiego, który w końcu musiał zniknąć na tydzień z anteny, aby wyleczyć gardło. I trudno jest doleczyć aparat głosowy kiedy się trzeba produkować na antenie - nie zawsze też jest możliwość znaleźć zastępstwo.
No i jeszcze przyjdzie takie jak ja i zamiast dać odpocząć dalej trzeba zdzierać struny - radiowiec nie ma lekko, a bez głosu radiowiec już w ogóle jest bezużyteczny.
O ile Kamil mi się zmył w miarę niespodziewanie, a tyle z Pawłem pewna sympatyczna pani zrobiła nam zdjęcie.



Jeszcze wpadliśmy na siebie kilka minut później w sklepie, śmiejąc się, że jeden dzień a dwa spotkania.


O ile we wrześniu, kiedy pierwszy raz zostałem zaproszony na antenę, za pomocą Skype, przez Beatkę do audycji "Nie śpij, zwiedzaj" miałem niezłego cykora (Basia była wtedy nieocenionym wsparciem, jak i słowa otuchy od Kamila), tak wstając w sobotę rano spokojnie i stanowczo układałem wąsy - tak, niby radio - no ale piękne kobiety miały być w studio, łącznie z Panią gospodarz audycji to trzeba wszystko dopiąć na ostatni guzik.
Pan ochroniarz akurat był nastawiony bardziej pozytywnie, niż ten z wczoraj, na nasze nadejście (razem ze mną czekała Agnieszka i Kasia) i po chwili nas zaprosił do środka - ja cwany już wiedziałem gdzie tuptać.
Czekając na Beatkę miałem okazję wymienić się z Kamilem podarunkami i jeszcze chwilę zamieniliśmy parę zdań w kuchni, gdzie redaktor Wicik zabierał się do konsumpcji.
I w końcu pojawił się "mój" Dobry Duszek RG - Beatka Szewczyk.
Pierwsze wrażenie piorunujące - dawka uśmiechu i dobroci w ilościach niewiarygodnych, i ta charakterystyczna grzywka, co jakiś czas poprawianą na prawą stronę. My z grubsza mieliśmy ustalone o czym mówimy - o Albionie, natomiast pewnych ustaleń Beatka jeszcze musiała dokonać z koleżankami.



Nawet nie wiecie jak wielka była radość, gdy przez szybę w dyżurce zobaczyłem Basię Kopaczewską!!!
Była wielką niewiadomą, aż do dziś, czy zrealizuje naszą audycję - a tu jest, cała ona!!
Ja w studiu buszuje jak dziki zając w kapuście.



Beatka nic mi nie zwraca uwagi, no to pstrykam - a co !
Zresztą słychać, jak włączycie audycję, tak co jakiś czas odgłos migawki w aparacie, nawet w pewnym momencie Beatka zaznacza na antenie, iż to ja pstrykam - takie poniekąd zwrócenie uwagi, ale udałem że jest to oficjalna aprobata (może nie była?).
Z Natalią mogliśmy sobie powymieniać spostrzeżenia, bo jednak były kompletnie odmienne - ale to tak jak by Górala z Pomorzaninem zetknąć i spytać jak widzą Polskę.
Godzina minęła jak w oka mgnieniu - w międzyczasie obserwowałem sobie studio.



Zielone napisy i paski - gadać sobie można, czerwone - jesteśmy na antenie - zresztą komunikacja niewerbalna pomiędzy reżyserką a studiem działa w postaci machania kończynami (bo jeszcze z pomocą przycisku, będąc poza anteną, możemy się komunikować z reżyserką bezpośrednio za pomocą mikrofonu, tak jak reżyserka może nam w słuchawki "mówić" co i jak - dlatego warto mieć słuchawki będąc w radiu).
Pan Robert już się nie mógł doczekać serwisu informacyjnego - aż mu się krzesło zagrzało i tuptał, żeby wejść do studia po reklamach.



ja w tym czasie pozwoliłem sobie na wyjście i lekki oddech - i warto było. Do redakcji dotarł jeden z "autopilotów" Radia Gdańsk - Ewelina Potocka, wraz z partnerem. Rozmowa zaczęła się bardzo oficjalnie, by po kilku zdaniach, bez zbędnych formalności przerodzić się w koleżeńską dysputę. Nieoceniona Basia ustawiła Łukaszowi mikrofon.



A Ewelina się usadowiła może nie na tym miejscu, co zawsze, ale full profeska, jak na radiowca przystało (słuchaweczki są??Są!! takie tam zboczenie zawodowe).



No to jedziemy po oriencie - miło się słuchało o zielonych "glucikach" z datą ważności do 2058 , jak i o szuraniu po poboczu obok samochodów, z racji braku chodnika.
I znów godzina uciekła, jak z bicza strzelił.
Ekipa zebrała się w holu na dyskusję - hi hi - nie po to taszczyłem statyw, żeby taką okazję zmarnować - najpierw testy z pewną Piękną blond (tak pozytywnie piszę, żeby nie było, bo Ewelinka świetna kobieta - Łukaszowi nie będę słodził - wystarczy mu taka partnerka i jak widać, jest zadowolony)



To ziiiiuuuuuu - maglujemy jak się da w holu z zielonymi miejscówkami - a co!!! Nikt nie krzyczy, że demolka idzie, to montujemy miejscówki dla całej ekipy.



Można 8 człowieków zmieścić w kadrze (jeszcze przycinając) i na kanapach zielonych RG?? Można!!!Jakże byłem zachwycony z obecności Basi na zdjęciu.



No i pożegnaliśmy się - naprawdę sympatyczna atmosfera i ludzie. Zostałem z Beatką - i jeszcze pojawił się pan od ptaszków (ptaków normalnych znaczy). Bez obcesów zobligowałem go (choć Beatka protestowała że to gość - wszak ja też, a nie ona prosiła) do zrobienia mi zdjęcia z Beatką już na uporządkowanej miejscówie.



Beatka z gościem zniknęła za drzwiami studia 2, a ja zostałem zabrany w bajeczną podróż po meandrach reżyserki, w towarzystwie pięknej Pani realizator.



Wiecie, jak się jest maniakiem danej stacji radiowej, to chyba nie ma większej radochy kiedy realizujący sadza cię za konsoletą i robi zdjęcie!!!



Była chwila po 12 - Basia realizowała audycję i pięknie mnie instruowała "co się z czym je". Jak mikser wygląda - może większość wie, może nie - tak w skrócie, mamy suwaki od głośności i puszczamy z danej ścieżki.



Ale jest i monitor - i to nie jeden!
Lewy - rozkład "jazdy" podczas audycji - co powinno być i co jest zaplanowane, choć na żywo całkiem inaczej wychodzi czasami. Głośniki - dzięki nim słyszymy studio a jak zobaczycie mikrofon to wam sprzedam, że przez niego można się dobić do studia, bez ingerencji w audycję. O monitorek na środku nie dopytałem - uciekło w dyżurce, i dopiero w domu zobaczyłem faktycznie, że jest. Potem monitor po prawej - utwory z bazy danych, równie dobrze widziane w studio (widzieliście ten sam obraz kilka wersów wcześniej)
Po lewej dwa tradycyjne sprzęty - oczywiście spięte z mikserem.



To tu się puszcza płyty kompaktowe (CD) które redaktorzy chcą mieć podczas audycji - i to jest to, co najczęściej w audycjach powoduje ciszę jak się płyta "zatnie".
I jeszcze jeden monitor po prawej - tam się dzieje - właściwie wszelkie dodatki, jakie słyszycie na antenie. Także można spojrzeć przez szybę i coś powiedzieć prowadzącemu - nie ma co do sekundy wyliczeń - tylko przytomność i świadomość realizatora sprawia, iż wszystko jest o czasie. A i bywa, że nie jest - Basia podczas rozmowy o pracy właśnie zdradziła, że wystarczy iż jakiś zapalczywy rozmówca przekoczy o kilkanaście (w najlepszym przypadku) sekund, jeśli nie o kilka minut, swoją wypowiedź to zaczynają się schody i realizator się dwoi i troi, by było wszystko na czas, mimo obsuwy.
Ha! już mam Beatkę - ruszamy powolutku (dziękuję serdecznie za tyle czasu poświęconego wtedy, jak i za każdym razem, gdy napiszę) po radiowych labiryntach - a uwierzcie, że zaczyna się prosto.



Takie biurka w głównej redakcji - przedzielone od redakcji informacji pomszczeniem dla szefostwa (pozdrowienia dla pani Michajłow i pana Naliwajka, bo to ich miejscówy).


Nie zawsze realizowało się audycję w miejscu, w którym widzieliście - wcześniej istniało studio, które teraz służy do nagrań wywiadów i audycji puszczanych z zarejestrowanych ścieżek.



Dyżurka trąca czasem - ale jest w pełni profesjonalna - nawet upierałbym się bardzo, że bardziej intuicyjna - to studio S1.



Surowe, z prostymi fotelami - za to wszystkie 3 mikrofony na wysokim poziomie - w "studio 2" tylko jeden jest tego typu i zazwyczaj siedzi przy nim prowadzący (zwróćcie uwagę na podświetlenie stołu - jest czerwone, a więc  w momencie robienia zdjęcia byli na antenie).



Wracamy meandrami drzwi od "kanciapek" pana Raszkiewicza, czy pani Hani - Kamil już w studio- a my dalej po labiryncie.



Kiedyś pomieszczenie, w pełni można powiedzieć, gastronomiczno - rozrywkowe, dziś (tak nieśmiało po prawej widać monitor komputera) mekka redaktorów tworzących autorskie audycje w braku podstawowego zaplecza dla siebie. Płynnie przechodzimy do szatni studia imienia Janusza Hajduna.



Jak później poczytałem, a usłyszałem w międzyczasie, jedno z najlepszych studiów kameralnych w Polsce - jak już mówiłem podczas audycji u Beatki - Gdańsk rządzi!!



Znowu w korytarzyki (niestety wszystkiego wam nie opiszę, a  nie pokażę też wszystkich zdjęć - radio to jednak obiekt strategiczny) ale reżyserka studia kameralnego robi piorunujące wrażenie - dla dwóch realizatorów.





Tuptamy na drugie piętro - niestety archiwum nie zwiedzę - nie ma "kustosza" - robie tylko fotke "z partyzanta".



I spotykamy nietuzinkową osobowość o ...
No właśnie, jak tego człowieka opisać??
Pan Jacek Czeszejko- szef Działu Administracji - w sumie taki "Krzysztof Jarzyna ze Szczecina" Radia Gdańsk (okazało się, po ponad 24h, że porównanie było bardziej niż trafne).



Już mam wrażenie, że wpis będzie za długi co dla poniektórych - no ale ciężko go było podzielić, więc postaram się streszczać.
Zobaczyłem jeszcze "balkonik palacza" - tak sobie nazwałem to miejsce, gdzie widok nie najgorszy.
Potem, już kiedy "wycieczki" rysował się kres,  poznałem młodego człowieka potępianego za "balonik palaczy" przez mojego Duszka, któremu siatkarze "ściną" załatwili służbowego laptopa.
Wojtku miło było zamienić kilka słów i uścisnąć prawicę. Beatka jeszcze musiała zostawić porządek po nas, a bardziej po politykach - lekko żenująca banda rozwrzeszczanych facetów wypadła ze studia na chwilę przed 10 nie myśląc w ogóle a zostawieniu porządku - widać, takie zboczenie zawodowe...
Dalej nie pozostało nic, jak zebrać wszystko do kupy i wyjść z Beatką - szkoda, że nie jechała tym samym tramwajem, redaktor odbiła na "bohaterów Getta" - do dziś żaden opis nie da tego, co dał jej piękny uśmiech i ciepło dla drugiego człowieka. Wyściskałem ją serdecznie za całą radość, jaką mi sprawiła i potuptałem na tramwaj.
W "domu" odsapnąłem tylko chwilkę, wtulony w ciepełko wnętrza. Zaraz był start na obiad i na 16.30 Sopot...
Tym razem nie obeszło się bez SKM - całkiem sprawnie to poszło, ale oznakowanie peronów jednak zostawia do życzenia, natomiast nie można doczepić się do poziomu czystości.



Skąd się w planach wziął Sopot??Ano chciałem sobie wypełnić przyjemnie długi jesienny wieczór w sobotę czymś przyjemnym - więc już wcześniej zarezerwowałem cegiełkę na spotkanie Janusza Panasewicza (wokalista "Lady Pank" jakby nikomu nic nie mówiły personalia tego pana). Z organizatorem załatwiłem telefonicznie, podczas rezerwacji cegiełki, nieograniczone pozwolenie na kręcenie się to tu, to tam. No to odprowadziłem Panów Silskiego i Panasewicza aż do samych drzwi, skąd droga już biegła tylko na scenę.



Z Panem Robertem pogawędziłem sobie chwilę w radio, więc tu akurat skupiłem się na fotkach - i miłe zaskoczenie, Pan Janusz normalnie rozmawiał, tak jak gdybym był elementem stałym towarzystwa - to było bardzo miłe, zresztą całe spotkanie było interesujące - i o pomocy dla Pawła, i o życiu prywatnym jak i o planach na przyszłość (oby się ziściły).
Podczas zdarzenia to tu, to tam korzystałem z przywileju fotografa. Zdarzył się jednak mały zgrzyt.

"Serca Gwiazd" Janusz Panasewicz "Marchewkowe pole"

Po tym nagraniu jakaś pani z obsługi podeszła i zaatakowała mnie pretensjami, iż nie powinienem być na tym miejscu i w ogóle co sobie wyobrażam. Nie pomogło tłumaczenie a Pana Przemka nie widziałem w mroku widowni niestety. No cóż przepływ informacji nie zawsze działa jak powinien. Wyjaśniłem to sobie z Panem Przemkiem już po całej imprezie. Zresztą na koniec było wiele zamieszania - nie przeszkodziło to w zrobieniu wspólnej fotografii z Panem Robertem i Przemkiem - może nie ostrej, ale wspaniała pani starała się zrobić jak najlepsze ujęcie - jak się cieszę, że tam była.



W ogóle skąd to spotkanie?? Jest na Pomorzu taki człowiek, który bardziej się troszczy o choroby innych, niż o swoje problemy - nazywa się Przemysław Szaliński i organizuje tego typu akcje charytatywne z największymi polskimi gwiazdami przemysłu rozrywkowego.
Jeśli chcieli byście wesprzeć akcje tego pana lub zwyczajnie załapać się na spotkanie zapraszam na tą stronę Facebooka:

"Przemek Szaliński Dzieciom".

Zamieszanie było straszne, a pan Janusz już chyba był pod presją czasu. Autografu nie złapałem (należało na spokojnie, przed benefisem to zrobić - bo miałem możliwość) ale fotka na rozchodniaczka była (znów podziękowania dla fotografa).



Została niedziela - poniekąd apogeum mojego wyjazdu.
Niestety moja przyszła - niedoszła towarzyszka, Pani Madzia Szpiner nie mogła uczestniczyć w koncercie - właśnie dzięki niej, podczas jednej z audycji dostałem zaproszenie na koncert pana Hamelina - a że samotnie zawitałem na koncert, zameldowałem przy wejściu iż miejscówka obok mnie wolna. Pan Jacek, swoim typowym humorem spytał się, czy tak ciężko było znaleźć towarzystwo - co ja skwitowałem, iż szukałem "na gwałt" na koncert i nie każdej pani takie połączenie mogło pasować - nie mam znajomych w Gdańsku niestety. Prezes witający w podwojach wziął to pod uwagę a ja potuptałem do środka.
Głupio się troszkę czułem - człowieki z sobą dyskutują a ja sam jak palec - Kamil mi mignął gdzieś w korytarzu (dzięki za instrukcje) przelotnie machając na powitanie.
Tom se klapnął i czekam - a czekania jeszcze z pół godziny - i naglę słyszę Pana Jacka rozmawiającego z jednym z najpiękniejszych głosów Polskiego jazzu, który można usłyszeć co niedzielę o 15 w RG...
Stwierdziłem, iż wygodniej będzie pani Krysi Stańko na wolnym miejscu, jakie posiadałem niż na dostawionym krześle. Jak pomyślałem,  tak zrobiłem informując Pana Jacka i zapraszając Panią Krystynę obok siebie. I już czas oczekiwania uciekł nie wiadomo gdzie - wspaniale się z dyskutowało o relacji słuchacz - redaktor, o słuchaniu jazzu na żywo, w końcu o tym jak jednym lotem Pani Krysia wracała z gwiazdą wieczoru i przegrała przez to zakład.



Po 20:05 pojawił się Pan Konrad Mielnik i zapowiedział w kilku słowach program koncertu i gwiazdę - Charlesa Richarda-Hamelina. Za chwilę pojawił się mistrz - z nieznacznym uśmiechem, skromny w pozie i poruszaniu - słowem spotkawszy go na ulicy nie powiedziałbym, iż jest to drugi laureat tegorocznego koncertu Chopinowskiego. Nie wiem czy wolno użyć tego słowa do tak poważnego wydarzenia muzycznego, ale nie umiem odczuć, jakie towarzyszyły słuchaniu, określić inaczej jak "odjechałem" w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
Były bisy, było zdjęcie, autograf i się skończyło.



Dzięki panu Jackowi dostałem się na hol redakcyjny, by zaskoczyć swoją obecnością Panią Hannę Wilczyńską - Toczko, gospodarza audycji "nocne rozmowy" w której miałem przyjemność być gościem (realizowała Pani Małgosia Ławnicka, którą poznałem dwa dni wcześniej). Podczas audycji Pani Hania zrobiła mi zdjęcie w studio - okazało się, że jedyne, jakie posiadam.



Tak przed jak i po audycji miałem chwilę na rozmowę z panią Hanną - zdziwiłbym się, gdyby była inna niż z pozostałymi redaktorami.
To Radio skupiło naprawdę wspaniałą ekipę, która tak na antenie, jak i poza nią ma świetny kontakt ze słuchaczem. Nie myślałem, że tak swojsko poczuje się w towarzystwie osób, których głos codziennie mi towarzyszy od rana, RG leci do późnych godzin, niejednokrotnie późno nocnych (czasami razem z ostatnim redaktorem opuszczającym studio wyłączam radio).
Pozdrawiam serdecznie Panów Galińskiego, Cegielskiego i Olszewskiego, z którymi z przyczyn niezależnych nie mogliśmy się spotkać niestety.

To już koniec opowieści o moim weekendzie w Gdańsku - mam nadzieję, że podobało się wam, tak jak mi. Wspaniali ludzie, wspaniałe miasto - koniecznie do powtórki bo nie wykonałem 2/3 planu, który zakładałem.

Jeśli chcecie ze mną pospacerować po Radiu Gdańsk zapraszam tutaj. .

 Tutaj znajdziecie mnie na  Facebooku "Z wąsem przez świat".

Za tydzień już Anglia, pospacerujemy późnym popołudniem po jednym ze szczytów wzgórz Quantock.

Do napisania.

PS
Audycje z moją osobą dostępne w części "Gdańsk (1/3) - prolog"

Piotr Markiewicz

Nazywam się Piotr Markiewicz vel Piotr z Anglii - skończyłem 33 lata. Podróżuje, prowadzę dom i hodowlę krewetek ozdobnych z dwoma synami Bolkiem (2 lata) i Piotrem Juniorem (3 lata 5 miesięcy) - ogólnie prowadzimy trochę inny tryb życia niż nasi znajomi - uprawiam ogród, nie mam telewizora i trzymam się jak najdalej od standardów zachowań (w dobrym tego słowa znaczeniu) . Ukończyłem przemyską PWST na kierunku Politologia - specjalizacja Polityka Regionalna - licencjat. Aby być na bieżąco, zapraszam na mojego Facebooka Aby być na bieżąco zapraszam na stronę facebooka https://www.facebook.com/Z-w%C4%85sem-przez-%C5%9Bwiat-486200274872890/

Czytaj więcej: http://markiewicz.radiogdansk.pl/index.php/blogerzy/piotr-markiewicz

 

Nazywam się Piotr Markiewicz vel Piotr z Anglii - skończyłem 33 lata. Podróżuje, prowadzę dom i hodowlę krewetek ozdobnych z dwoma synami Bolkiem (2 lata) i Piotrem Juniorem (3 lata 5 miesięcy) - ogólnie prowadzimy trochę inny tryb życia niż nasi znajomi - uprawiam ogród, nie mam telewizora i trzymam się jak najdalej od standardów zachowań (w dobrym tego słowa znaczeniu) . Ukończyłem przemyską PWST na kierunku Politologia - specjalizacja Polityka Regionalna - licencjat.  Aby być na bieżąco, zapraszam na mojego Facebooka Aby być na bieżąco zapraszam na stronę facebooka https://www.facebook.com/Z-w%C4%85sem-przez-%C5%9Bwiat-486200274872890/

Czytaj więcej: http://markiewicz.radiogdansk.pl/index.php/blogerzy/piotr-markiewicz

Komentarze   

0 # Petra 2017-08-28 20:16
Touche. Solid arguments. Keep up the good effort.


Take a look at my web-site :: betting online sites (santilukka5595 4.pinger.pl: santilukka55954.pinger.pl)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj
0 # Morris 2017-08-01 06:23
Thank you, I have just been looking for information about this topic for ages and yours is the best I've
came upon till now. However, what concerning the conclusion? Are you sure in regards to
the source?

Check out my web page; foot pain (rosannehaub.ha tenablog.com: rosannehaub.hatenablog.com/... /...)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj
0 # Roxana 2017-07-31 16:51
I am extremely inspired with your writing abilities and also with the
format in your blog. Is that this a paid subject or did you customize it your
self? Anyway keep up the nice high quality writing, it is uncommon to look a great blog like this
one nowadays..

Also visit my homepage; foot pain after pregnancy - gratisreferee34 52.jimdo.com: gratisreferee3452.jimdo.com,
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj
0 # Emilie 2017-07-31 14:49
Hello, i think that i saw you visited my blog thus i came to “return the favor”.I'm attempting to find
things to improve my website!I suppose its ok to use some of your ideas!!


Feel free to surf to my weblog: foot pain exercises pdf (wilmamilanowski.hatenablog.com /.../ wilmamilanowski.hatenablog.com /.../)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież