wt, 12 maja 2015

JOW-y? Ale o co chodzi?

Ofsajd. Blog Roberta Silskiego

Polityka to taka dziedzina życia, w której logika nie zawsze bierze górę. Ba, można śmiało powiedzieć, że polityka oszukuje matematykę. W niedzielnych wyborach Bronisław Komorowski uzyskał 33,77% głosów i głośno mówi się, że to bardzo mało. Paweł Kukiz zdobył 20,8% i wszyscy krzyczą, że bardzo dużo. Mówi się o Kukizie, że to absolutny zwycięzca tych wyborów, choć przecież nie wszedł do II tury. Pierwszą wygrał Andrzej Duda, na którego oddano 34,76% głosów i właściwie nie mówi się czy to dużo, czy mało. Dla samego Dudy najważniejsze, że więcej niż obecny prezydent. Liczby są zatem względne.

Jak to się stało, że tak dobry wynik zaliczył Paweł Kukiz? Mówi się, że przez JOW-y. Jednomandatowe okręgi wyborcze stały się kluczowym hasłem muzyka, który postanowił wejść do "dużej" polityki i zdemontować system. Zagłosował na niego co piąty Polak, spośród tych, którzy w ogóle pofatygowali się do urn. Czy to oznacza, że aż tylu rodaków chce zmiany ordynacji wyborczej? Nie sądzę... Jako absolwent studiów politologicznych mogę śmiało (i ze smutkiem) ocenić, że spora grupa osób kończących takie studia nie wie o co chodzi z tymi JOW-ami. Pewnie całkiem duża część polityków też nie wie, więc można śmiało założyć, że ogromna grupa wyborców Pawła Kukiza także nie ma o tym pojęcia. Oczywiście jest internet i "ciocia Wiki", która poda nam definicję jednomandatowych okręgów wyborczych, ale jakie byłyby skutki wprowadzenia JOW-ów, jak wyglądałby wtedy Sejm i czy padłby system - wątpię, by wielu wyborców potrafiło przełożyć definicję na możliwe scenariusze.

Na Pawła Kukiza głosowali głównie młodzi ludzie. Oni nie walczą o żadne JOW-y. Oni mają dość politycznej stagnacji. Chcą zmian, chcą perspektyw, chcą odświeżenia sceny politycznej. Wskazali Kukiza, bo poczuli, że to jeden z nich. Mówił prostym językiem, zachowywał się naturalnie, wychodził do ludzi, a właściwie... wciąż był wśród nich. Co z tego, że nie miał specjalnie merytorycznego programu, co z tego, że nie przedstawił propozycji na poprawę życia Polaków? Dotarł do młodych, bo mówił to, co oni myślą. Oczywiście, możemy powiedzieć że taka jest polityka. Tylko że wielu doświadczonych polityków chyba o tym zapomniało. Większość wyborców Pawła Kukiza pewnie nie zastanawia się jak ograniczone kompetencje ma w Polsce prezydent (co nie oznacza, że zupełnie nic nie może). Pewnie nie zastanawiają się też nad tym, że ich "antysystemowy" kandydat będzie musiał wejść w system, żeby cokolwiek w nim zamieszać. Dla wielu z nich to protest song, który ma pokazać totalne zniesmaczenie tym, co w polskiej polityce dzieje się od lat. Czy pamiętają, że jakiś czas temu, z tych samych powodów, dali szansę Januszowi Palikotowi, a niedawno Korwin-Mikkemu - też Januszowi? I euforia szybko minęła...

Przed nami druga tura wyborów. Zmierzą się w niej kandydaci, o których od dawna mówiło się, że zajmą dwa pierwsze miejsca w głosowaniu 10 maja. Na pewno zaskoczeniem jest jednak minimalnie lepszy wynik kandydata PiS. Ta krótka kampania na pewno wzbudzi więcej emocji niż kilka miesięcy przed pierwszą turą. To będzie walka o 3 grupy wyborców: 1) nielicznych sympatyków lewicy, których kandydaci polegli w niedzielę; 2) sporą grupę młodych ludzi, którzy zaufali Kukizowi; 3) ponad połowę Polaków, którzy zbojkotowali pierwszą turę.

Wszystko zaczyna się zatem od początku i szanse obu kandydatów wydają się wyrównane. Andrzej Duda zaczyna z przewagą jednego punktu procentowego i pewnie lekką przewagą psychologiczną. Można prognozować, że wyborcy o poglądach lewicowych raczej nie będą wspierać kandydata PiS. Zagłosują na Bronisława Komorowskiego lub... wcale. Czy Paweł Kukiz przekaże swoje głosy któremuś z kandydatów? Jeśli tak - złamie jedną z ważniejszych obietnic tych wyborów. Jeśli nie - jego sympatykom chyba bliżej do Dudy, deklarującego zmiany. Kluczowe będzie zatem zmobilizowanie do udziału w drugiej turze tych, którzy w pierwszej zostali w domach. A zatem... wszystko jest możliwe. I nie ma co wierzyć matematyce i logice, bo przecież one i polityka wcale nie idą w jednym rzędzie. 24 maja wszystko będzie jasne. Choć nie możemy wykluczyć, że różnica między głosami oddanymi na obu kandydatów będę tak niewielkie, że nowego prezydenta poznamy dopiero, gdy PKW ogłosi oficjalne wyniki wyborów.

PS. W internecie pojawiło się dość oryginalne określenie kandydatki popieranej przez SLD w tych wyborach: "Syntezator mowy MAGDALENA". Wynik 2,38% mówi sam za siebie.

Komentarze   

0 # pop 2015-05-15 22:10
No dobra, to wszystko wiemy, ale co z tymi JOW ami? Może pan wyjaśnić o co w nich chodzi?
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj
+1 # marek-cygan 2015-05-14 20:59
Rozumieją czy nie, ale w kazdym razie jest to sygnał, że większość nie chce już kolesiostwa i układów. Wiekszość z nas, chce normalnie żyć...
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież