śr, 17 czerwca 2015

Przedstawienie się odbyło, widownia rozczarowana, fajnie że reżyser zadowolony...

Ofsajd. Blog Roberta Silskiego

Jeden z największych polskich "teatrów", PGE Arena w Gdańsku. Wtorkowy wieczór. Na krzesełkach ponad 37 tysięcy widzów, "spektakl" jest transmitowany przez telewizję, więc obejrzały go miliony. Na "scenie" dwie grupy aktorskie: polska i grecka.

Spektakl długo oczekiwany, bo nasi aktorzy ostatnio rozbudzili nadzieje. W kilku występach, reżyserowanych przez nowego szefa - Adama Nawałkę - ekipa pokazała, że realny jest jej występ na EURO 2016 - zlocie najlepszych grup aktorskich z całego kontynentu, który odbędzie się w przyszłym roku we Francji. W tych eliminacjach pokonaliśmy już na wyjeździe Gibraltar i Gruzję, zremisowaliśmy z Irlandią i Szkocją, a na Narodowej "scenie" wygraliśmy z Niemcami i ponownie z Gruzją. Po sześciu meczach jesteśmy liderem grupy. To budzi szacunek, podziw, ale także... oczekiwania.

Sobotni mecz z Gruzją w Warszawie był pełen paradoksów. W pierwszej połowie biało-czerwoni mieli wiele sytuacji bramkowych, ale do siatki rywali nic nie wpadło. Po przerwie Orły Nawałki zagrały gorzej i strzeliły cztery bramki! Najpierw Milik, potem trzykrotnie Lewandowski. Obaj raczej niewidoczni przez większość spotkania. Walczył i szarpał Grosicki, ale drogi do bramki rywali nie znalazł.. Inni wykazali mniej lub więcej ochoty do gry. W takim meczu najważniejszy jest jednak wynik i to on przechodzi do historii. Reprezentacja złamała też "klątwę czerwca", bo nie jest to ulubiony miesiąc naszych piłkarzy. Przez wiele lat niejeden ważny mecz przegraliśmy właśnie w tym miesiącu. Niejeden ważny mecz kolejne polskie reprezentacje przegrały po dobrej grze, a tym razem po słabej grze biało-czerwoni wygrali, i to bardzo wysoko.

3 dni później polska kadra zmierzyła się w Gdańsku z Grekami. Tymi samymi, którzy w weekend przegrali z reprezentacją Wysp Owczych, zajmującą 102. miejsce w rankingu FIFA! Przed meczem fachowcy zastanawiali się tylko nad jednym: ile bramek rozpędzeni Polacy wbiją rozbitym Grekom. A skończyło się na 0:0, po naprawdę kiepskiej grze. Oczywiście, że: mecz bez stawki; biało-czerwoni bez podstawowych graczy, którzy dostali wolne po meczu z Gruzją; piłkarze zmęczeni sezonem; motywacja po zwycięskim meczu eliminacyjnym umiarkowana.

Jest jednak małe "ale". Jeśli piłkarz gra w reprezentacji, z orzełkiem na piersi, wszystkie powyższe argumenty powinien włożyć między bajki. Kiedy wychodzi się na murawę w narodowych barwach, każdy mecz jest o COŚ! Czasem o punkty, czasem o awans, czasem po prostu dla kibiców. Tak, piłkarze często zapominają, że grają dla kibiców, a nie dla siebie. Tzn. pamiętają o tym i głośno mówią, ale przed meczem i po nim. A w czasie spotkania już niekoniecznie... 37 tysięcy ludzi wybrało się na stadion, żeby obejrzeć na żywo to spotkanie. Wielu z nich przejechało setki kilometrów, większość kupiła bilety. Niejeden wziął w tym celu dzień lub dwa urlopu. Pewnie parę milionów zasiadło przed telewizorem, żeby być świadkami tego "pogromu" w wykonaniu wybrańców Nawałki. Jedni i drudzy dostali w prezencie nudne, piłkarskie "szachy". Bez większego zaangażowania, bez walki na 100%, bez pomysłu na pokonanie rywala. Spotkanie było zapowiadane jako szansa dla zawodników z drugiego szeregu, żeby udowodnić trenerowi przydatność do kadry. To oni powinni harować od linii do linii, "gryźć murawę" i paść ze zmęczenia po ostatnim gwizdku sędziego. A widziałem kilkunastu zawodników, którzy przyjechali do Gdańska żeby odbębnić ostatni mecz sezonu i móc wreszcie spokojnie wyjechać na wakacje.

Dziś rano Adam Nawałka - ustami rzecznika PZPN - stwierdził, że "jest bardzo zadowolony z meczu ze szkoleniowego punktu widzenia". Dobrze, że chociaż selekcjoner jest zadowolony. Bo kibice niekoniecznie. Zdaniem wielu, najciekawszym momentem meczu była zmiana sędziego. Jeśli starcie z Grecją miało być okazją do przećwiczenia kilku techniczno-taktycznych rozwiązań to może jednak szkoda było przyciągać na stadion dziesiątki tysięcy ludzi, którzy wynudzili się oglądając ten "trening". Po meczu prezes PZPN Zbigniew Boniek stwierdził, że pomogliśmy Grekom, bo po porażce z Wyspami Owczymi bali się wracać do kraju... Szlachetne i urocze. Kolejny filantrop w polskim sporcie? Dobrze, że chociaż Arkadiusz Milik zachował po meczu chłodną głowę i ocenił, że "po tym meczu ciężko powiedzieć coś pozytywnego". Ale inny podkreślali radość z faktu, że to kolejny mecz reprezentacji bez porażki.

Wracając do wątku teatralnego... Jakoś trudno jest mi sobie wyobrazić, że szanujący się Teatr Narodowy zaprasza widzów na ostatni spektakl sezonu i przed 90 minut ze sceny wieje nudą. Dodatkowo widzowie w teatrze i przed telewizorami dokładnie widzą, że aktorzy grają na 50% swoich możliwości, męczą się na scenie i marzą o tym, żeby to się już skończyło. I "przechodzą obok spektaklu", bo to jest taki towarzyski spektakl, a nie festiwalowy. Tylko zapomnieli, że widzowie kupili bilety na świetnie zapowiadające się przedstawienie, a nie na próbę generalną czy zwykłą. I słabo brzmią słowa reżysera, który mając świadomość rozczarowanych widzów nie ukrywa zadowolenia z pojedynczych scen zagranych przez jego aktorów. A publiczność ma się cieszyć, bo trzy dni wcześniej ich idole też zagrali kiepskie przedstawienie, ale najbardziej znany z aktorów - w ostatnich czterech minutach spektaklu - zagrał brawurowo trzy sceny.

Komentarze   

-2 # Izabelin 2015-08-22 12:27
Fajnie, że nie zna Pan podstawówkowych zasad interpunkcji...
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież