nd, 08 lutego 2015

Droga do potępienia

Opinie, pochwały, krytyki, banały. Blog Roberta Zawady

Andrzej podnosił powoli powieki, uważając aby mocne promienie światła nie oślepiły go zbyt mocno. Każda próba otwarcia ich szerzej kończyła się fiaskiem. Ogromny ból głowy przeszywał całe jego ciało, kiedy tylko zdradliwe światło wdzierało się między szparki odkrywające jego oczy. - Witam cię – usłyszał nagle głos dochodzący z nieokreślonego kierunku.

Andrzej nie był w stanie określić czy głos należy do kobiety czy do mężczyzny. Był jakiś dziwny, niespotykany. Pozbawiony jakichkolwiek emocji.

- Czas zacząć Andrzeju. – Głos wyrwał go z zamyślenia.

- Czas na co? Gdzie ja jestem? Kim ty jesteś? – pytał nerwowo Andrzej wciąż próbując bezskutecznie otworzyć szeroko oczy.

- Nie wiesz gdzie jesteś. Wy nigdy tego nie wiecie. Zawsze jesteście bardzo zaskoczeni kiedy się w końcu dowiadujecie prawdy – odrzekł beznamiętnie głos.

- My? Kim są „my”? – Andrzej próbował odwrócić głowę w stronę, z której dochodził głos.

- Za chwilę się dowiesz. Miałeś wypadek. Pamiętasz coś? – głos zadał pytanie, ale Andrzej był przekonany, że nie oczekuje na nie żadnej odpowiedzi.

„Miałem wypadek?” – pomyślał – „Więc jestem w szpitalu. To na pewno jest lekarz”.

- Nie pamiętam nic panie doktorze. – Andrzej próbował się podnieść, ale jego ciało nie reagowało na sygnały z mózgu.

- Nic nie szkodzi. Zaraz ci wszystko przypomnę. Zapewniam cię, że nigdy już o tym nie zapomnisz. – Andrzej poczuł lodowaty dotyk na swoim czole. Po chwili pokój rozjaśnił się gwałtownie. Andrzej, pomimo zamkniętych szczelnie oczu, zobaczył nagle bardzo wyraźny obraz, przedstawiający szeroką drogę, podzieloną w połowie ciągłą, białą linią.

W jednej chwili obraz zaczął się przesuwać klatka po klatce, jakby ktoś wcisnął przycisk „play” na pilocie od odtwarzacza. Andrzej poczuł się, jakby siedział za kierownicą samochodu, w wykonanym w najnowszej technologii symulatorze jazdy. Z sekundy na sekundę krajobraz za oknem stawał się mniej wyraźny. Droga wydawała się falować, widoczność znacznie się skracała. Nie było to bynajmniej winą złych warunków atmosferycznych. Na zewnątrz świeciło słońce, jezdnia była sucha.

W głośnikach samochodu słychać było głośną muzykę. Andrzej próbował podśpiewywać wraz z wokalistą, ale mimo że znał ten utwór na pamięć, słowa, które wydobywały się z jego ust w niczym nie przypominały tych z piosenki. Jeśli w ogóle coś przypominały to jeden wielki bełkot.

Wtem, jak spod ziemi, przed maską samochodu wyrosły jakieś postacie. Z jakiegoś powodu Andrzej, uważający się za świetnego kierowcę, nie zdążył zareagować i z ogromnym impetem uderzył autem w grupę stojących na przystanku autobusowym osób. Usłyszał krzyki, trzask łamanych kości i zgrzyt wgniatających się w konstrukcję przystanku blach karoserii.

Na chwilę zapadła całkowita ciemność, po czym Andrzej zobaczył  kolejny obraz.

Siedział z grupą znajomych w jednej z gdańskich restauracji. Na stole stały puste talerze i butelki piwa, wskazujące na to, że konsumpcja gości tego stolika dobiega końca.

- To co, jeszcze po piwku panowie? – zapytał kolega.

- No nie wiem. Muszę wracać do domu. Wypiłem już dwa. Jak myślicie, po dwóch mogę jechać autem? – Andrzej zwrócił się do kompanów.

- Przestań. Pewnie, że możesz wypić jeszcze jedno. Daleko do domu nie masz. Dojedziesz. W końcu taka okazja zdarza się rzadko. Poza tym, piwo to nie alkohol. – Wszyscy przy stoliku wybuchli gromkim śmiechem, wznosząc jednocześnie szklanki z piwem.

Andrzej również się uśmiechnął i sięgnął po swój kufel. Nie potrafił odmówić przyjacielowi. Przecież pili za zdrowie nowonarodzonego dziecka. Jemu też niedawno urodziła się córka. Doskonale wiedział jaka to radość. Wypił złocisty, zimny płyn jednym duszkiem i wstał od stołu.

- Jadę chłopaki. Muszę. Żona czeka, obiecałem jej dzisiaj pomóc. Miło było się spotkać.

Wyszedł na ulicę i zaczerpnął głęboko powietrza. Było słoneczne, letnie popołudnie. Przez chwilę wydawało mu się, że czuje lekki zawrót głowy. Przeszedł trzysta metrów, odnalazł na parkingu swój samochód, otworzył drzwi i opadł ciężko na fotel kierowcy. Odpalił silnik, włączył głośno radio, po czym ruszył...

Znowu ciemność. Tym razem nieco dłuższa. I znowu film. Teraz akcja przeniosła się w jakieś spokojne, ciche miejsce. W oddali widać było sporą grupę ubranych na czarno ludzi. Kamera zbliżyła się do nich gwałtownie. Wtedy Andrzej zrozumiał, że jest na cmentarzu. Zobaczył bladą, lamentującą, młodą kobietę. Podtrzymywali ją z obu stron pod ramionami dwaj mężczyźni. Za nią stało kilkadziesiąt osób. Większość płakała. Przed kobietą leżały trzy trumny. Jedna duża i dwie malutkie. Lamenty i płacze zaczęły się w głowie Andrzeja stopniowo nasilać. Były głośniejsze i głośniejsze. Czuł jakby za chwilę jego głowa miała eksplodować.

- Wyłącz to! – wykrzyczał tak głośno jak tylko potrafił.

- Wiesz czyj to pogrzeb? – usłyszał głos „lekarza” – Rodziny, którą zabiłeś jadąc samochodem po pijanemu. Ojciec i dwoje dzieci. Trzyletni syn i roczna córeczka. Zobacz co czuje ich matka i żona. Jak czuje się ich rodzina, przyjaciele i znajomi.

- Nie chcę! Wyłącz to, proszę! – Andrzej pomyślał w jednej chwili, że on też ma przecież żonę i roczną córeczkę.

W tym samym momencie obraz przeniósł się na inny cmentarz. Zobaczył inny pogrzeb. Kiedy postacie stały się wyraźne zobaczył, że tym razem na pierwszym planie stoi kobieta, trzymająca na ręku małą dziewczynkę. Ale zaraz, zaraz. Ta kobiet to... jego żona. I jego córeczka. Na czyim pogrzebie oni są u licha?

Spojrzał na twarze żałobników i rozpoznał większość z nich. Rzucił okiem na nagrobek. Wystarczyło, że zobaczył początek napisu i już domyślił się kto leży w trumnie. „Andrzej, zmarł...”

- Doktorze. Co mi jest?

- Możesz nazywać mnie doktorem, ja jednak nie leczę. Wręcz przeciwnie. Zajmuję się takimi, którym leczenie już nie jest potrzebne.

- To gdzie ja jestem? Kiedy wrócę do domu, do rodziny?

- Ty już nie masz rodziny Andrzeju, Romku, Franku, czy Zenku. Tutaj już nie ma znaczenia jak się nazywasz. Dla nas jesteś po prostu zabójcą. To, że nie masz rodziny, to jednak twój najmniejszy problem, zabójco. Powiem więcej. To, że nie żyjesz, to też nie jest najgorsza dla ciebie wiadomość.

- Co ty wygadujesz? Może być coś gorszego od bycia martwym? – nie dowierzał Andrzej.

- Otóż może. Od tej chwili w twojej głowie bezustannie będą pojawiać się obrazy cierpienia ludzi, których skrzywdziłeś ty i tobie podobni, których tu niestety pełno. Będziesz słyszał głośne lamenty i płacze. Będziesz czuł smak łez tych ludzi i będziesz cierpiał razem z nimi. Każdy ich ból psychiczny uderzy w ciebie ze zdwojoną siłą jako ból fizyczny.

- Czy to się nigdy nie skończy?

- Skończy się wtedy, kiedy zabraknie nowych historii, które można będzie wam wyświetlać. Krótko mówiąc, wtedy, gdy nikt więcej nie zginie przez pijanego kierowcę. Sam sobie odpowiedz, kiedy nadejdzie dla ciebie czas na spokojne wieczne odpoczywanie. – odebrał nadzieje Andrzeja głos.

- To tyle. Zostawiam cię więc samemu sobie. Chyba przybył kolejny zabójca. Chociaż nie. Widzę, że temu się udało. Żyje. Zabił dwie osoby, a sam przeżył. Historia jego ofiar trafi oczywiście do waszej filmoteki, ale on uniknie niestety prawdziwej kary. Przynajmniej przez jakiś czas. Tam, na ziemi, w najgorszym wypadku pójdzie na kilka lat do ciepłej celi. W więzieniu większość z was sądzi, że bardzo cierpi z powodu wyrzutów sumienia. Nie lubicie, kiedy od czasu do czasu przyśnią się wam koszmary, przypomną się wasze ofiary. Jesteście przekonani, że to jest wasza pokuta, wasze przekleństwo. Otóż na prawdziwe cierpienie przyjdzie czas dopiero tutaj. Poczekam na niego cierpliwie, bo prędzej czy później trafi do nas. Jak każdy śmiertelnik – zabójca.

Komentarze   

0 # Jurek 2015-02-20 19:07
Przemawia głosem zza światów. Codzienne nowe filmy do filmoteki są wpisywane. Nadal będą.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj
+3 # Ola 2015-02-11 10:45
Dobrze by było, żeby osoby namawiające do picia alkoholu, zdały sobie sprawę, że przyczyniły się i to w dużej mierze, do tego typu tragedii !
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj
+2 # Ania 2015-02-09 17:40
Nie ma odpowiedniej kary dla pijaków wsiadających za kierownicę. Jak się chcą zabić to niech skaczą z mostów. Przynajmniej inni nie ucierpią.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież