czw, 09 lipca 2015

Morscy ratownicy

Opinie, pochwały, krytyki, banały. Blog Roberta Zawady
Morscy ratownicy fot. K. Majchrzak

Z pewnością wielu z Was, leżąc wygodnie na plaży, otworzyło czasem oczy słysząc charakterystyczny dźwięk silników rozchodzący się nad rozpalonymi słońcem głowami.  Mogliście, przy odrobinie szczęścia, spod przymrużonych powiek dostrzec sylwetkę śmigłowca w biało-czerwonych barwach. Kierował się on w głąb bezkresnego morza lub wracał w stronę lądu, aby zniknąć z zasięgu naszego wzroku tuż po przekroczeniu linii brzegowej.

Czy zastanawialiście się wtedy, co to za śmigłowiec i po co leci akurat daleko w morze? Przecież tam nie ma gdzie wylądować. Co więcej, tam nawet nie ma żadnych pomocy nawigacyjnych, obiektów charakterystycznych ułatwiających określenie pozycji takich jak lasy, rzeki, drogi czy budynki. Jeśli zadawaliście sobie takie pytania, to ja postaram się na nie odpowiedzieć, bo warto. Ta biało-czerwona maszyna unosząca się nad morskimi falami to  bez wątpienia śmigłowiec ratowniczy z Brygady Lotnictwa Marynarki Wojennej. Śmigłowiec, na pokładzie którego siedzi załoga wyszkolona do tego, aby ratować ludzi będących w niebezpieczeństwie właśnie na morzu. Potrzebujących pomocy w miejscu, gdzie nikt im tej pomocy udzielić nie może. Często ludzi pogodzonych już z najgorszym, tracących nadzieję, umierających.

Tę nadzieję, radość, a nierzadko życie przywracają im załogi dyżurne śmigłowców ratowniczych SAR (Search and Rescue).

W poniedziałek miała miejsce rzecz bezprecedensowa. Otóż załoga śmigłowca W3-RM Anakonda (to jeden z dwóch rodzajów śmigłowców polskiego ratownictwa morskiego) aż trzy razy w ciągu jednego dyżuru była wzywana do trzech osobnych zdarzeń na Bałtyku, w których pilnie potrzebowano ich pomocy. Za pierwszym wylotem, śmigłowiec przetransportował na ląd pracownika platformy wiertniczej, u którego lekarz stwierdził zapalenie wyrostka. Tam czekała na niego karetka. Kilka godzin później załoga była po raz kolejny w powietrzu. Tym razem w Zatoce Puckiej wypadła z żaglówki trzynastoletnia dziewczynka. Swoje życie zawdzięcza ona profesjonalizmowi załogi śmigłowca, jak i dużej dozie szczęścia. Szczęścia, ponieważ, po pierwsze, akcja odbyła się w dzień przy dobrej pogodzie, a po drugie, znalezienie człowieka w morzu, przy rozkołysanych falach  jest naprawdę nie lada sztuką, nawet przy najlepszej aurze.

Kiedy ja miałem zaszczyt latać w tym elitarnym gronie, pamiętam, że zdarzały się akcje, w których tego szczęścia zabrakło. To okropne uczucie, kiedy zdajesz sobie sprawę, że gdzieś obok musi znajdować się ktoś, kto czeka na ratunek, a ty nie możesz go zobaczyć. Całą załogą wytężamy wzrok, ale widzimy jedynie pianę fal, czasem jakiś pływający konar i nic poza tym. Oczywiście w nocy lub przy gorszych warunkach atmosferycznych odnalezienie nie oświetlonego człowieka, bez radiostacji,  dryfującego na morzu jest praktycznie niemożliwe.

Załodze Anakondy się udało. Wrócili do sali dyżurów z poczuciem dobrze wykonanej roboty. Tymczasem ten wylot nie okazał się ostatnim tego dnia. Przed 21:00 polecieli po raz kolejny. Tym razem pomocy potrzebował pasażer statku, który dostał udaru mózgu. Trzy akcje w ciągu jednego dyżuru ratowników morskich (proszę nie mylić z Lotniczym Pogotowiem Ratowniczym) to wyjątkowo dużo.

O umiejętnościach załóg takich śmigłowców nie musze chyba pisać. Wystarczy chociażby na podstawie opisanego dyżuru zauważyć jak wszechstronnie wyszkoleni muszą to być ludzie. Pierwszy wylot to lądowanie na platformie wiertniczej, drugi to podjęcie dziewczynki prosto z morza, a trzeci to wciągnięcie na pokład człowieka bezpośrednio ze statku. Trzy wyloty i trzy różne techniki zabierania rozbitków. Każda z tych technik wymaga oddzielnego, długiego szkolenia i potrzebuje różnego przygotowania i realizacji zadania. Już samo wykonywanie lotu nad morzem to umiejętność, którą nie każdy potrafi zdobyć . To loty trudne i wyczerpujące, wymagające ciągłej koncentracji.

Jednak dla dobrze wyszkolonej załogi, a tylko takie są w kluczach ratowniczych, akcje w dzień przy bezchmurnym niebie są w zasadzie jak przysłowiowa bułka z masłem.

Niestety większość wylotów zdarza się przy pogodzie na granicy dopuszczalnej do wykonania lotu i w dodatku w nocy. Wtedy nie ma miejsca na popełnienie choćby minimalnego błędu. Dowódca takiej załogi przed wylotem analizuje dokładnie, czy może lecieć, czy nie i to on podejmuje ostateczną decyzję. Czasem jest to niestety decyzja o życiu lub śmierci. Proszę mi wierzyć, że jeśli załoga nie poleci komuś pomóc, to wcześniej rozważyła wszystkie możliwe warianty i starała się przesuwać granice bezpieczeństwa jak najdalej.

Często słyszy się, że załoga z narażeniem własnego życia kogoś uratowała. Otóż, jeśli ktokolwiek z załogi naraża własne życie, to znaczy, że nie jest profesjonalistą. Piloci, technicy, ratownik, oraz lekarz są na tyle dobrze wyszkoleni, że wszystko co robią prowadzi do uratowania życia, a nie narażania go. Narażanie własnego życia w tym przypadku to po pierwsze łamanie przepisów, a po drugie, co może ważniejsze, zapominanie o tym, że być może za chwile ktoś inny, gdzie indziej będzie potrzebował pomocy. Skoro tak, to nie można niepotrzebnie ryzykować utraty zdrowia, czy uszkodzenia śmigłowca.

Dyżur ratowniczy trwa dwadzieścia cztery godziny. Zaczyna się o godzinie ósmej rano i kończy następnego dnia o ósmej.

 Załogi dyżurne znajdują się w dwóch miejscach w Polsce: jedna w Darłowie, druga w Gdyni.  Załogi, w skład których wchodzi dwóch pilotów, technik, ratownik i lekarz pełnią dyżury na śmigłowcach MI-14 (w Darłowie) oraz W3RM-Anakonda (w Gdyni oraz Darłowie).

Śmigłowiec produkcji radzieckiej Mi-14 w wersji PS pełnił swoją ratowniczą służbę do końcówki roku 2010. Piszę o nim, ponieważ darzę go wielkim sentymentem i uważam za jeden z najlepszym śmigłowców przeznaczonych do ratownictwa morskiego na świecie. Nawet dzisiaj, kiedy technologia poszła tak bardzo do przodu, ta „morska amfibia” byłaby nie do zastąpienia. Niestety z powodu wyczerpania resursu (okresu bezpiecznej pracy gwarantowanego przez producenta) wycofano go z eksploatacji, a jego miejsce zajęły zmodernizowane do wersji ratowniczej dwa śmigłowce Mi-14 do zwalczania okrętów podwodnych, otrzymując nazwę Mi-14 PŁ/R.

Ciekawostką jest fakt, że śmigłowiec Mi-14 jest przystosowany do wodowania. Swego czasu, mieliśmy nawet raz do roku trening, polegający na lądowaniu na pełnym morzu i pływaniu śmigłowcem niczym motorówką. To było niezapomniane wrażenie.

W-3 RM Anakonda to z kolei śmigłowiec wyprodukowany w Świdniku, dużo młodszy i znacznie mniejszy od Mi-14.  W obecnej chwili to podstawowa maszyna do działań ratowniczych.

Z obu śmigłowców podjęcie rozbitka może nastąpić na kilka sposobów. Ludzi lub ładunek wciąga się zazwyczaj za pomocą dźwigu burtowego z wciągarką. Do wciągarki w zależności od potrzeb podpina się pas ratowniczy, kosz lub nosze. Po rozbitka czy chorego zawsze zjeżdża ze śmigłowca ratownik i od początku do końca zajmuje się pomocą i asekuracją poszkodowanego. Podkreślam ten fakt, ponieważ nie wszędzie na świecie jest to stosowane. Są kraje, w których opuszcza się jedynie pas, a potrzebujący pomocy sam musi go złapać, bez względu na to czy ma siłę zapiąć się nim na tyle mocno, żeby nie wypaść w czasie podciągania.

Ratownikom należą się zresztą dodatkowe słowa uznania. Ilekroć obserwowałem ich przy pracy, tylekroć dziękowałem w duchu, że to nie ja muszę schodzić do tej zimnej, wzburzonej wody. To nie ja muszę perswadować ludziom, że lepiej dla nich jest robić co im każę. Wreszcie to nie mnie śmigłowiec musi zostawić w morzu nie wiadomo na jak długo i to nie ja muszę się martwić się, czy mnie w ogóle znajdzie w ciemną bezgwiezdną noc. Załogi śmigłowców ratowniczych to ludzie niezwykle skromni. Nie dbają o rozgłos, a na pochwały i nazywanie ich bohaterami zazwyczaj odpowiadają: „My nic takiego nie zrobiliśmy. Wykonujemy jedynie swoją pracę.”

Zasługują oni na wielki szacunek. Przez całą swoją służbę spędzają na dyżurach ratowniczych wiele lat. Są to lata przesiedziane w tych samych czterech ścianach, z dala od rodziny, w ciągłym oczekiwaniu i gotowości do uratowania czyjegoś zdrowia lub życia. Teraz, kiedy na niebie daleko w morzu zobaczycie biało-czerwony śmigłowiec, będziecie wiedzieli, że prawdopodobnie leci on, aby komuś pomóc. Na koniec przytoczę mały fragment ze swojej książki z rozdziału „Ratownictwo morskie. Darłowo”.

"...Pamiętam również, jak pewnego razu wylecieliśmy do surfera, którego morska fala wyniosła dużo dalej niż zamierzał. Nie miał siły wrócić, więc ktoś postanowił, że może mu pomóc śmigłowiec. Kiedy wjeżdżał na pokład, widziałem na jego twarzy wielki uśmiech.

— Jaki to? Ruski, co? — zapytał ratownika.

— Tak, ruski, Mi-14.

— Zajebiście, koledzy nie uwierzą, a ile on pali?

— Dowiesz się tego niebawem, jak zobaczysz rachunek do zapłacenia.

— Rachunek?

— Nie było zagrożenia życia, więc będziesz bulił za pomoc, przyjacielu, a uprzedzając twoje pytanie: godzina lotu kosztuje około 5000 zł. Herbatki?

Od tej pory młody człowiek się już nie uśmiechał, nie odzywał i jakoś pobladł. Czy w końcu coś zapłacił? Nie wiem.

Najbardziej jednak zapadła mi w pamięć i utkwiła na zawsze w psychice katastrofa promu „Jan Heweliusz” w styczniu 1993 roku. Trudno jest opisać, co się czuje, kiedy wiesz, że na morzu czeka kilkadziesiąt osób, dla których możesz być jedynym ratunkiem, a ty nie możesz im pomóc, bo pogoda nie pozwala nawet uruchomić śmigłowca.

Wyczekiwanie na poprawę pogody, osłabnięcie siły wiatru trwało wieki. W końcu, kiedy lot stał się możliwy do wykonania, było już za późno. Znajdowaliśmy tam same trupy. Do dziś mam przed oczami tratwę ratowniczą samotnie dryfującą po morzu, a w niej czteroosobową rodzinę, w tym dwoje małych dzieci. Wszyscy w piżamach, złączeni ze sobą uściskiem rąk. Wszyscy mieli zamknięte oczy, sine, nienaturalnie napuchnięte ciała. Zawisnęliśmy nad tratwą w milczeniu, ratownik musiał opuścić się koszem i po kolei zabrać ciała na pokład śmigłowca. Nie miałem odwagi odwrócić głowy, żeby zobaczyć jak je układa, jedno obok drugiego.

Co za ku..a robota — pomyślałem wtedy. Po wylądowaniu i skończeniu dyżuru od razu skierowaliśmy się do jednego z miejsc „odstresowania” i tam dopiero po kilku głębszych zaczęliśmy w ogóle rozmawiać. Jeszcze przez kolejny tydzień codziennie lataliśmy w poszukiwaniu ciał, tratw, rzeczy osobistych i wszystkiego, co morze zabrało z promu. I niestety codziennie coś znajdowaliśmy..."

Komentarze   

0 # Connie 2018-05-04 16:54
Hi! I simply would like to give you a huge thumbs
up for your excellent info you have got right here on this post.

I am returning to your website for more soon.

Also visit my web blog: choc: www.myliftkits.com
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj
0 # Leticia 2018-05-04 07:10
Thanks for sharing your thoughts on komentarze. Regards

My blog - choc: liftheightinsoles.com
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj
0 # Magdalena 2017-08-10 16:36
With havin so much content and articles do you ever run into any issues of plagorism or
copyright violation? My blog has a lot of exclusive content I've either authored myself
or outsourced but it seems a lot of it is popping it up all over the web without my
agreement. Do you know any ways to help reduce content from being
stolen? I'd definitely appreciate it.

Take a look at my web site - foot pain exercises pdf - mauradetjen.hatenablog.com/... /... mauradetjen.hatenablog.com/... /... -
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj
0 # Deloris 2017-07-30 23:57
Hello to every body, it's my first pay a quick visit of this weblog; this weblog
includes amazing and actually good material in support of readers.


My site; foot pain burning; latelexicon8320.snack.ws/: latelexicon8320.snack.ws/.../,
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj
0 # Lavon 2017-07-30 07:07
I used to be able to find good information from your blog posts.


Take a look at my web-site ... foot pain after walking [daisyevanchalk .hatenablog.com : daisyevanchalk.hatenablog.com/ .../...
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj
0 # Cruz 2017-07-29 18:37
A motivating discussion is worth comment.
I think that you should write more about this topic, it may
not be a taboo matter but typically folks don't talk
about such issues. To the next! Best wishes!!

Also visit my webpage How does Achilles tendonitis occur?: dignasellin.wordpress.com/.../ ...
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj
0 # Christina 2017-06-21 21:01
Because the admin of this web page is working, no uncertainty very rapidly it will be renowned, due
to its feature contents.

Check out my site :: foot pain identifier: maddieheidi.wordpress.com/.../ ...
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj
0 # Andra 2017-05-07 21:23
We're a group of volunteers and starting a new scheme in our community.
Your website provided us with useful information to work on. You've done a formidable task flip flops
and feet, ouidakaupu.word press.com: ouidakaupu.wordpress.com/.../. .., our entire neighborhood can be grateful to you.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj
0 # Doug 2017-05-03 09:37
I used to be suggested this website by my cousin. I am not certain whether or not this submit is written by him as no one else realize such unique about my trouble.
You are wonderful! Thank you!

Also visit my web page manicure: luislopeztoledo.bligoo.com/... /...
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj
0 # Daisy 2017-03-29 05:31
Thank you for the good writeup. It in fact was a amusement account it.
Look advanced to more added agreeable from you! However, how can we communicate?


Feel free to visit my web-site ... BHW: melisshop.mihanblog.com/.../.. .
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj
+3 # słuchacz 2015-07-13 19:53
Fajny tekst,który warto,żeby przecztało wielu
i uświadomiło osobie, że chłopaki
(=Pana koledzy po fachu), latają zgodnie
z mottem/sentencj ą:"By inni mogli zyć",ale bez
"Otóż, jeśli ktokolwiek z załogi naraża własne życie, to znaczy,że nie jest profesjonalistą.."
Po przeczytaniu powyższego,przy pomniało mi się
(pokłosie lektury="kilku" ksiażek;), jak wielu operatorów SEALs,z wielkim uznaniem wypowiada się o ludziach z QRF(Quick Rescue Forces),
a to nie tylko Panowie z mp5k na piersi,to także
medycy oraz! piloci.. maszyn pt.CH-47Chinook,
które do małych nie należą.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj
-1 # Stach 2015-07-12 09:00
Dlaczego nad morzem lataja ratować wojskowi a do wypadków drogowych cywile? Nie można tego jakos połączyć?
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież