śr, 03 września 2014

Bat w ręku

Zezem. Blog Tomasza Gawińskiego

Prawo winno służyć ludziom. I winno opierać się nie tylko na wyimaginowanych formułach, ale zawierać w sobie elementy logiki. Niestety, w Polsce najczęściej mamy do czynienia zupełnie z czymś innym. Prawo nie służy ludziom. Służy urzędnikom. Robią z nim, co chcą, interpretują, naciągają, itd. Obywatel jest ofiarą. Wielokroć mają z tym do czynienia podatnicy, kiedy urzędy skarbowe po swojemu egzekwują przepisy dopatrując się wszędzie i zawsze przekrętów. Na szczęście, tego typu działania nie są już tak masowe, jak kiedyś.

„Skarbówki” stały się bardziej ludzkie, logiczne i przyjazne obywatelom. Po prostu urzędnicy zaczęli myśleć po ludzku, nie są jedynie trybikami w tej urzędniczej machinie. Niestety, mało zmian widać w urzędach samorządowych, centralnych, w systemie sprawiedliwości i policji. I o tej ostatniej chciałem napomknąć. Bo u stróżów prawa procedur – podobno – obejść się nie da.

 

Sprawa banalna. Miałem stłuczkę na parkingu pod sklepem. Facet cofał i uderzył w mój tył, bowiem też chciałem cofać. Ale nie zdążyłem, bo najpierw zobaczyłem cofające w moją stronę auto, a po chwili usłyszałem uderzenie. Wyskoczyłem, zapytałem gościa, czy nie widział, co robi? A on, dlaczego tak stanąłem? Jego żona wyszła, przygląda się zarysowaniu na moim błotniku i stwierdza – przecież nic się nie stało. Patrzę i mówię, że w istocie, ale jednak mam zarysowane auto. Niewiele, ale zawsze. Niby drobiazg, lecz dlaczego mam ponosić konsekwencje czyjejś nieuwagi.

 

Dyskusja trwała długo, sprawca i jego małżonka stwierdzili, że mogą mi dać 100 zł. Powiedziałem, ze to za mało. Zadzwoniłem do swojego serwisu, pytam, ile taka naprawa będzie kosztować? 450 zł. Przekazuje więc taką informacje, na co słyszę, że nie ma mowy o takiej kwocie. Telefonuję zatem po policję. Przyjeżdżają dość szybko, ustalają fakty, sprawca przyznaje się do tego, co zrobił. Funkcjonariusze tłumaczą mu, że musi napisać oświadczenie o zdarzeniu, chodzi o ubezpieczenie, bo inaczej sprawa trafi do sądu. Zgadza się po długich dyskusjach, policjanci odjeżdżają. I wydawać by się mogło, że po sprawie. Finito.

 

Biegły ogląda moje auto, potwierdza uszkodzenie, itd. Ale firma, w której sprawca miał ubezpieczony samochód wydzwania do mnie, co chwile, pyta o jakieś szczegóły. Mówię, że wszystko jest w oświadczeniu, lecz oni dopytują o okoliczności i informują, że moje koszty zostaną wyrównane dopiero po zakończeniu sprawy. A ta musi potrwać, bo sprawę prowadzi policja. Mówię im, że policja tylko przyjechała potwierdzić zdarzenie, lecz ubezpieczyciel twierdzi, że wciąż nic nie ma z policji potwierdzenia, protokołu, bo ta prowadzi dochodzenie.

Mija miesiąc, dwa… dostaję wezwanie na komisariat. Z ostrzeżeniem, że jak nie przyjdę, to oni przyjdą po mnie. Zabiorą, może zakują w kajdany i doprowadza na przesłuchanie. Czuje się jak przestępca, jak winny, a nie ofiara.

 

Jadę we wskazanym dniu na komisariat. Pytam, o co chodzi, wszak wszystko było jasne, facet się przyznał, odnotował to policyjny patron, nie powinno być problemów. Sympatyczna funkcjonariuszka tłumaczy, że musi mnie jednak przesłuchać, bo takie są procedury. Żartuję, że może trzeba im Jamesa Bonda do takiego śledztwa. Trwa to już ponad 2 miesiące, sprawa jest banalna, a oni bawią się w jakieś postępowanie. Po co? Dla kogo? W imię czego? Po jaką cholerę, policjantka, która zapewne nie narzeka na brak roboty, zajmuje się takimi pierdołami, które od początku były jasne, Wystarczyło tylko ukarać sprawcę mandatem i wszystko.

 

Tak jednak ponoć nie można. Trzeba prowadzić postępowanie, wyjaśniać wyjaśnione już kwestie, zabierać czas ludziom i ciągnąć to w czasie. Policja ma robotę, ubezpieczyciel czeka, a ofiara nie może otrzymać pieniędzy. Gdzie jest logika, rozsadek, mądrość? Nie ma. To nikomu niepotrzebne. Człowiek się nie liczy. Ważny jest system.

Naprawdę w sytuacji, gdzie byłem ofiarą, poczułem się jak winowajca. Czy to normalne? Czy to jest normalny kraj? Sprawa śmieszna, banalna, prawie żadna, a urosła do rangi wielkiego problemu. Teczka z dochodzeniem, papiery, podpisy, pieczątki, przesłuchania, stracony czas i społecznie pieniądze.

 

Nie rozumiem ciągle wielu spraw, choć złośliwi twierdzą, że już powinienem. Wciąż jednak uważam, że jak coś jest chore, to należy to uzdrawiać, zmieniać. W Polsce, jak widać, takiej możliwości nie ma. To taka sowietyzacja, komusza mentalność wciąż nami rządzi i tworzy świat, któremu musimy się podporządkowywać. Świat absurdów, głupoty i braku szacunku do obywatela. A życie składa się z drobiazgów, o czym, jak widać, nad Wisłą ciągle nikt nie pamięta. Jednostka się nie liczy. Liczy się system, procedury i Państwo. Państwo, jak określiła to kiedyś, i słusznie, siostra zamordowanego Krzysztofa Olewnika, którego nie ma. Państwo, które się nie opiekuje, nie troszczy, nie chroni, tylko trzyma bat w ręku i egzekwuje. Ja nie ufam takiemu Państwu. I takiego Państwa nie chce.

 

Tomasz Gawiński

 

Więcej w tej kategorii: « Abstrakcyjność logiki

Komentarze   

0 # Rudy 2017-07-29 05:15
It's remarkable in support of me to have a website, which is valuable in support of
my knowledge. thanks admin

Feel free to visit my web blog - What do you do
for Achilles tendonitis?: synonymou...ptu48.weebly.com/. ../...
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj
0 # Hagelsberger 2014-09-06 21:42
Nie zdradził Pan w końcu, jaki finał całej sprawy? Już się wszystko wyjaśniło, papiery nabrały 'mocy', pieczątki 'tuszu' itd.? Czy wciąż wszystko w toku?
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj
0 # Anna 2014-09-03 11:51
Ja też nie chcę takiego Państwa, ale co MY możemy z tym zrobić?
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj
0 # Adam 2014-09-03 09:48
Dyskutował bym, czy postkomunistycz ne zachowania. Może jednak rabunkowy kapitalizm.?
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież