śr, 13 maja 2015

Trenerskie transfery na "5"

Na fali. Blog Włodzimierza Machnikowskiego

Dawno tak nie było... Trenerski nabór w pomorskich klubach był naprawdę imponujący. Lista nazwisk jest długa. Anastasi, Micelli, Brzęczek, Tetelewski Lista sukcesów  adekwatna - trzy tytuły wicemistrzowskie oraz na przykład zwycięstwo nad mistrzem Polski na PGE Arenie na oczach ponad 36 tysięcy kibiców. Anastasiego wymyślił sobie Kazimierz Wierzbicki, który dobrze czuje się w towarzystwie znanych ludzi. Włoch poza jakością konceptu i pracy dołożył urok osobisty, który ma wartość marketingową nie mniejszą niż wynik sportowy.

To człowiek, który równie dobrze czuje się na salonach, w Ratuszu, jak i pośród tłumu kibiców na plaży w Brzeźnie. Lorenzo Micelli to z kolei taki chłopak z podwórka. Otwarty , serdeczny, "przybijający piątkę" z kibicami. Z dziewczynami znalazł wspólny język i niewiele brakowało do mistrzowsko-pucharowego "dubla".

 

Jerzego Brzęczka wymyślił kolega z boiska - Andrzej Juskowiak. Tu kulisy transferu nie są jasne. O chęci zatrudnienia zdolnego 40-tka na początek w randze asystenta trenującego wówczas Lechię Ricardo Moniza "Jusko" opowiadał mi, gdy w charakterze wiceprezesa zaczynał pracę w biało-zielonej spółce.

Brzęczek udowodnił już, że mimo iż jest dopiero "na dorobku", to wie o co w tej robocie chodzi. Drużyna sprawia wrażenie dojrzałej. Element rywalizacji motywuje, a przymioty osobiste trenera utrwalają autorytet.

 

Czas transferowych szaleństw minął, Adam Mandziara zrezygnował z roli "szarej eminencji" i jako prezes oficjalnie przejął stery. Lechia zmierza we właściwym kierunku, czyli ku europejskim pucharom. Sielankowy obraz burzy trochę kara nałożona przez Komisję Licencyjną oraz nadzór finansowy. Znaczy to, że do deklarowanej pełnej " transparentności" czegoś tam brakuje.

 

Paweł Tetelewski doprowadził szczypiornistki Vistalu do wicemistrzostwa Polski. Sześć dziewczyn otrzymało powołania do reprezentacji narodowej. Młodzież pięknie rozkwita, a perspektywie jeszcze gra o Puchar. Tetelewski jest człowiekiem czynu. Trochę szorstki w obejściu, ale bardzo konkretny.

Nie przekracza granic, za którymi mógłby rozbić się o kobiecą delikatność. Osiąga wyniki, dzięki czemu nie musi korzystać z usług psychologa, czy prezesa. To świadczy o fachowości.

 

Jest jeszcze David Dedek. Szkoleniowiec Asseco Gdynia pracuje u nas już tak długo, że zdążył np. zdobyć dwa radiowe Pick;n;rolle dla trenera roku. Jego pozycja na rynku pracy jest coraz mocniejsza i jeżeli drużyna nie zyska finansowych wzmocnień, to ze szkodą dla pomorskiej koszykówki możemy Dedka stracić. Doświadczenia Trefla Sopot stanowią ostrzeżenie, że brak stabilności w sztabie trenerskim, uniemożliwiają osiąganie dobrych wyników. Na pewno lepiej uczyć się na cudzych błędach.

 

Rok 2015 jest najlepszym z perspektywy Pomorza od trzech lat. Co więcej sukcesy wynikają nie z rekordowych budżetów, tylko siermiężnej pracy pod kierownictwem właściwych ludzi. Ich nazwiska wymieniłem powyżej.

Włodzimierz Machnikowski

Jak się człowiek nagada na antenie, to pisanie nabiera właściwości terapeutycznych, pozwala poukładać myśli, nabrać dystansu, wyciszyć emocje...

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież