Marcin Dybuk

Marcin Dybuk

Cenię sobie spotkanie z drugim człowiekiem. Szczególnie kulturalnym. Zarówno w świecie realnym, jak i wirtualnym. Doceniam ludzi, którzy łączą pracę z pasją.

2:55:52 w debiucie. Chyba nieźle jak na gościa, który w lutym został odesłany do małego basenu – napisałem po starcie w 1/4 Ironman w Gdańsku do Moniki Smaruj, wielokrotnej medalistki Mistrzostw Polski, reprezentantki Polski na arenie międzynarodowej oraz trenerki m.in. triathlonu. Na odpowiedź długo nie czekałem: Przepraszam, ale powiem brzydko. ZAJEBiŚCIE DOBRZE!!! A to dopiero początek przygody jaką jest triathlon. Gratki wielkie za odwagę i wiarę – napisała Monika.

Biega coraz więcej ludzi. Ci, którzy tego nie robią, często zaczynają o tym myśleć. Zastanawiają się jak zacząć. I dobrze. Warto nie tylko wiedzieć jak, ale także kiedy przestać, aby przygoda nie zakończyła się zbyt szybko. Szybciej, dalej, więcej zapominając o regeneracji organizmu. A jak boli, to trzeba to rozbiegać. To często spotykane podejście amatorów do biegania.

Wirus Narodowego Święta Biegania, które odbyło się w Warszawie, dopadł mnie w Gdańsku. Podziwiając, gratulując i trochę zazdroszcząc wszystkim znajomym, którzy biegli na 10 lub 42 kilometry w stolicy, nie wytrzymałem. Założyłem buty i poszedłem sprawdzić na co mnie stać po kontuzji kolana.

Kwiecień to ostatni moment, by zastanowić się komu przekazać jeden procent podatku. To czas, kiedy każdy z nas może pomóc drugiemu człowiekowi, którego często nawet nie zna. Robimy to coraz chętniej i więcej. Możemy jednak zrobić jeszcze więcej bez większego wysiłku. Warto!

Mija dziewięć lat od śmierci Jana Pawła II. Czy nastał czas, kiedy autorytety przestały być nam potrzebne? Wielu młodych ludzi tak właśnie twierdzi. Jestem innego zdania. Jednak prawdą jest, że coraz trudniej słucha nam się ludzi, którzy myślą inaczej niż my.

Przyznać się do słabości? Nie! Tak bardzo odpychamy to od siebie, że niemal wypieramy ze świadomości. A jak czegoś nie ma, to nic z tym nie można zrobić. Stajemy się niewolnikami lęku. A przecież wolność potrzebna jest każdemu z nas, zwłaszcza od tego, co nie pozwala żyć w pełni i trzyma w paraliżującym ucisku. Po 25 latach postanowiłem uporać się z takim uciskiem. Czy się uda? Nie wiem. Najtrudniejsze ciągle przede mną, ale to co się wydarzyło już napełnia optymizmem. W walce wspiera mnie kilku dobrych ludzi, z żoną na czele.

Przed nami dwa wyborcze lata. W maju głosować będziemy na europarlamentarzystów, a jesień to czas samorządowców. W 2015 roku wybierzemy posłów i senatorów oraz prezydenta RP. Karuzela uprzejmości, a może nawet naduprzejmości ze strony polityków ruszyła pełną parą. Zarówno w świecie realnym jak i wirtualnym.

Pół roku. Tyle czasu zajęła mi walka z kontuzją kolana. Teraz rozpoczynam najbardziej przemyślaną próbę powrotu do biegania. Będzie trwała 12 tygodni. Zaczynam tak, jakbym dopiero rozpoczynał przygodę z bieganiem. Wierzę, że teraz się uda. 10 czerwca 2013 roku. To wtedy przestałem regularnie biegać. Ból kolana sprawił, że zamiast na ścieżki poszedłem do lekarza. Ortopeda nie miał wątpliwości. Za często, za szybko, bez odpowiedniej regeneracji.

Cieszymy się aktywnym trybem życia. Biegamy, jeździmy na rowerze, pływamy, chodzimy. A może zrobimy coś dla tych, którzy nie mają tyle szczęścia co my? W 2014 roku wspólnie z organizatorami biegów ulicznych chcemy zaprosić wszystkich ludzi do aktywnego… pomagania. Rok 2013 upłynął nam pod hasłem „Pomorze Biega”. Kiedy w 2012 roku zacząłem biegać, tak bardzo mi się to spodobało, że postanowiłem zorganizować akcję „Pomorze Biega” w Radiu Gdańsk. Od planów i rozmów wspólnie z radiową ekipą i biegaczami przeszliśmy do czynu.

pon, 18 listopada 2013

Jak ja nienawidzę biegaczy!

Wszędzie biegacze. Szczerze mówiąc mam już tego dość. Zastanawiam się nawet, czy nie wyrzucić z FB znajomych, którzy biegają. Naprawdę ciężko czytać kolejne wpisy z informacjami o ich sukcesach. Tych większych i mniejszych. Oglądać zdjęcia roześmianych ludzi. Ile można?!


Strona 1 of 2