Mój brat po studiach wyemigrował. Daleko, bardzo daleko. Wtedy, gdy emigrował, do domu miał 5 godzin maluchem, 4 godziny pociągiem, 2 godziny samolotem. Wyemigrował tylko do Warszawy. I został tam do dziś, mimo nieakceptacji mazowieckich równin, tęsknoty do morza i wielu innych „przeciw” życiu w stolicy.

Drażnili go kierowcy warszawscy, komunikacja warszawska, rosnące z roku na rok korki warszawskie. Gdańsk był jeszcze gorszy, bo ruch mało dynamiczny, źle skonfigurowany, kierowcy powolni. Współczesność go zaskakuje.

Teraz w Gdańsku jeździ się znakomicie - powiada. Nie ma korków, ruch płynny, kierowcy dynamicznie, wszędzie dojedzie się transportem publicznym. Nawet do ciebie, dodaje.

Jasne, do mnie zawsze dawało się dojechać jakimś autobusem. Lecz teraz to mam tramwaj, mam kolejkę, mam autobusy. Żyć nie umierać, samochód do odstawki.

Hola, Mr Boj, chyba się zagalopowałeś. Transport publiczny ma swoje zalety, poważne zalety, póki nie zachce ci się weekendowego wypadu do miasta, albo w Europę.

Proszę pójść do kina na długi seans po dwudziestej. Pod wieczór tramwaj i autobus  masz do dyspozycji wystarczająco często. Ja bardzo lubię tramwaje, więc dzyń, dzyń i jestem przy dworcu w tri miga. Kino, małe piwo i… STOP. Nie masz, serdeńko, powrotu. Na twój górny taras, Piecki-Migowo, ostatni tramwaj spod dworca odchodzi przed dwudziestą trzecią. Potem już masz tylko nocne autobusy. W piątek, w sobotę nie należy liczyć na szybki transport publiczny. Czekasz. Jedziesz w tłoku i zastanawiasz się dlaczego miasto każe Ci iść do domu przed 23:00.

Czepiam się? Jasne, że się czepiam, bo bez czepiania życie jest obrzydliwe. Mieszkańcy śródmieścia mają fajnie – cały rozrywkowy bałagan pod ręką. Mogą wracać każdej chwili, gdy mama wychyli się z okna i zawoła: do domu. Że są taksówki? Dobrze, są ,ale zaakceptowałbym wracanie gablotą dopiero po północy.

Linie lotnicze mają różne ciekawe propozycje, z których korzysta się dość często. Weekend z hotelem w Lizbonie, Rzym za 50 złotych, Stawanger za 15. Juhuuu…! Jedziemy. Kupujesz bilet, pakujesz plecak i szukasz połączenia twojej dzielnicy z lotniskiem. Samolot masz przed szóstą. I co? Taksówka, własny samochód, albo wczesne wstawanie na „N” lub kolejkę (kolejką nie zdążysz).

Ani transport miejski,  ani kolej nie biorą pod uwagę, że czasem na lotnisko trzeba dostać się przed szóstą rano. Bramkę na lot o 6:40 do Warszawy zamykają o szóstej. Trzeba wstawać o czwartej, by dostać się transportem publicznym. A co z powrotem? Ot na przykład lądujesz o 23:50 z Luton. Na schodkach widzisz podjeżdżającą na przystanek kolejkę, masz nadzieję, że poczeka aż wyjdziesz z lotniska i dobiegniesz na peron. Nie. Nie poczeka. A po co. Następna za godzinę. Przecież samolot następny jest o 0:50, będzie więc więcej pasażerów do zabrania. A, nie działa automat biletowy? Cóż, kogo to obchodzi. Nie działa, więc kupisz bilecik o kierownika. 50 osób wsiada więc drzwiami przednimi, tłoczy się i złorzeczy. W jakim więc celu budowaliśmy kolejkę na lotnisko? O ile moje doświadczenie mi podpowiada, tam, gdzie taka kolejka funkcjonuje, jest zsynchronizowana z rozkładem lotów. Tam, gdzie na lotnisko dociera komunikacja miejska też jest ona zsynchronizowana z rozkładem lotów. Z Luton, będącego poza obrębem wielkiego Londynu, do najbliższego połączenia z Londynem dojeżdża się szybko i sprawnie linią miasteczka Luton. Można też autobusem linii specjalnej, ale odpowiednio drożej. Droższa, ale jest! Tak samo spod Lubeki do  Hamburga.

96 Normal 0 21 false false false PL X-NONE X-NONE

Konkluzja. Może tak odpowiedni urzędnicy zajrzą na stronę naszego pięknego lotniska, popatrzą na przyloty i odloty, zastanowią się  jak ułatwić życie podróżnym. A, i może w piątki i soboty poślą ze dwa tramwaje na Piecki-Migowo z dołu do góry po 23:00, please!? To nie są duże wymagania w porównaniu z kosztami tych inwestycji. A jak byłoby miło usłyszeć, że w Gdańsku dojazd na lotnisko jest najlepszy w Europie.

Czytaj dalej...

Mój brat po studiach wyemigrował. Daleko, bardzo daleko. Wtedy, gdy emigrował, do domu miał 5 godzin maluchem, 4 godziny pociągiem, 2 godziny samolotem. Wyemigrował tylko do Warszawy. I został tam do dziś, mimo nieakceptacji mazowieckich równin, tęsknoty do morza i wielu innych „przeciw” życiu w stolicy.

Drażnili go kierowcy warszawscy, komunikacja warszawska, rosnące z roku na rok korki warszawskie. Gdańsk był jeszcze gorszy, bo ruch mało dynamiczny, źle skonfigurowany, kierowcy powolni. Współczesność go zaskakuje.

Teraz w Gdańsku jeździ się znakomicie - powiada. Nie ma korków, ruch płynny, kierowcy dynamicznie, wszędzie dojedzie się transportem publicznym. Nawet do ciebie, dodaje.

Jasne, do mnie zawsze dawało się dojechać jakimś autobusem. Lecz teraz to mam tramwaj, mam kolejkę, mam autobusy. Żyć nie umierać, samochód do odstawki.

Hola, Mr Boj, chyba się zagalopowałeś. Transport publiczny ma swoje zalety, poważne zalety, póki nie zachce ci się weekendowego wypadu do miasta, albo w Europę.

Proszę pójść do kina na długi seans po dwudziestej. Pod wieczór tramwaj i autobus  masz do dyspozycji wystarczająco często. Ja bardzo lubię tramwaje, więc dzyń, dzyń i jestem przy dworcu w tri miga. Kino, małe piwo i… STOP. Nie masz, serdeńko, powrotu. Na twój górny taras, Piecki-Migowo, ostatni tramwaj spod dworca odchodzi przed dwudziestą trzecią. Potem już masz tylko nocne autobusy. W piątek, w sobotę nie należy liczyć na szybki transport publiczny. Czekasz. Jedziesz w tłoku i zastanawiasz się dlaczego miasto każe Ci iść do domu przed 23:00.

Czepiam się? Jasne, że się czepiam, bo bez czepiania życie jest obrzydliwe. Mieszkańcy śródmieścia mają fajnie – cały rozrywkowy bałagan pod ręką. Mogą wracać każdej chwili, gdy mama wychyli się z okna i zawoła: do domu. Że są taksówki? Dobrze, są ,ale zaakceptowałbym wracanie gablotą dopiero po północy.

Linie lotnicze mają różne ciekawe propozycje, z których korzysta się dość często. Weekend z hotelem w Lizbonie, Rzym za 50 złotych, Stawanger za 15. Juhuuu…! Jedziemy. Kupujesz bilet, pakujesz plecak i szukasz połączenia twojej dzielnicy z lotniskiem. Samolot masz przed szóstą. I co? Taksówka, własny samochód, albo wczesne wstawanie na „N” lub kolejkę (kolejką nie zdążysz).

Ani transport miejski,  ani kolej nie biorą pod uwagę, że czasem na lotnisko trzeba dostać się przed szóstą rano. Bramkę na lot o 6:40 do Warszawy zamykają o szóstej. Trzeba wstawać o czwartej, by dostać się transportem publicznym. A co z powrotem? Ot na przykład lądujesz o 23:50 z Luton. Na schodkach widzisz podjeżdżającą na przystanek kolejkę, masz nadzieję, że poczeka aż wyjdziesz z lotniska i dobiegniesz na peron. Nie. Nie poczeka. A po co. Następna za godzinę. Przecież samolot następny jest o 0:50, będzie więc więcej pasażerów do zabrania. A, nie działa automat biletowy? Cóż, kogo to obchodzi. Nie działa, więc kupisz bilecik o kierownika. 50 osób wsiada więc drzwiami przednimi, tłoczy się i złorzeczy. W jakim więc celu budowaliśmy kolejkę na lotnisko? O ile moje doświadczenie mi podpowiada, tam, gdzie taka kolejka funkcjonuje, jest zsynchronizowana z rozkładem lotów. Tam, gdzie na lotnisko dociera komunikacja miejska też jest ona zsynchronizowana z rozkładem lotów. Z Luton, będącego poza obrębem wielkiego Londynu, do najbliższego połączenia z Londynem dojeżdża się szybko i sprawnie linią miasteczka Luton. Można też autobusem linii specjalnej, ale odpowiednio drożej. Droższa, ale jest! Tak samo spod Lubeki do  Hamburga.

96 Normal 0 21 false false false PL X-NONE X-NONE

Konkluzja. Może tak odpowiedni urzędnicy zajrzą na stronę naszego pięknego lotniska, popatrzą na przyloty i odloty, zastanowią się  jak ułatwić życie podróżnym. A, i może w piątki i soboty poślą ze dwa tramwaje na Piecki-Migowo z dołu do góry po 23:00, please!? To nie są duże wymagania w porównaniu z kosztami tych inwestycji. A jak byłoby miło usłyszeć, że w Gdańsku dojazd na lotnisko jest najlepszy w Europie.

Czytaj dalej...

Dziś jedziemy do jednej z Angielskich "Łodzi".
Nie bez kozery to porównanie - system dróg w Exeter sprawia wiele problemów za pierwszym razem, nawet doświadczonym kierowcom , zupełnie jak polska Łódź.
Zjeżdżamy z autostrady M5 zjazdem 29 - rondo wielopasmowe a linie nie prowadzą tak, jak powinny (zaufaj mi, jestem inżynierem - brzmi w uszach ironicznie).
Także jak przy pierwszej wizycie (moja 5 albo 6) się przejedziecie po nim dookoła raz, albo dwa,  to nie będzie wstyd a norma.
Dalej jest w miarę prosto, nie do końca w tego słowa znaczeniu - na kolejnym rondzie kierujemy się na drogę, u której wylotu figuruje stacja paliw (CPN po staremu). A potem jeszcze arteria niedaleko centrum - istne szaleństwo - ale bez szaleństwa nie ma zabawy. Co mogę doradzić - druk z mapek google - bo z GPSem w Exeter jest tak, że przejedziecie zjazd a miły głos oznajmi "za zero metrów skręć w prawo" - a tu nie ma gdzie skręcać.

Czytaj dalej...

Najnowsza premiera Teatru Wybrzeże to realizacja współczesnego (2008) dramatu holenderskiego duetu pisarza Charlesa den Tex i reżysera oraz scenarzysty Petera de Baan. Wzięli oni na swój artystyczny warsztat temat – wydawałoby się – dość już ograny, czyli trójkąt małżeński. Ten trójkąt tworzą pozornie szczęśliwa, doskonale rozumiejąca się para małżeńska (biznesman Tom i prawniczka Ellen) oraz ich najbliższa przyjaciółka Mara.

Czytaj dalej...

Powiedział Pan w swoim wystąpieniu w Owocku w minionym tygodniu między innymi: „To „my jesteśmy ludźmi pierwszej kategorii”. Tymi niegodnymi słowami sprzeniewierza się Pan kilku artykułom Konstytucji RP, której przysięgał Pan strzec.

Czytaj dalej...

"Celem jest finał I ligi. Nic innego nas nie interesuje" - oficjalnie oświadczył prezes GKŻ Wybrzeże Gdańsk Tadeusz Zdunek. Trener gdańskich żużlowców Grzegorz Dzikowski zachowuje spokój, ale dodaje: "Dołożymy wszelkich starań, by znaleźć się w finale". Poprzedni sezon Wybrzeże zakończyło we wrześniu. Zwycięstwo nad Polonią Piła przypieczętowało upragniony awans do I ligi. W ten sposób gdański klub wykonał duży krok w kierunku odbudowy pozycji na żużlowej mapie Polski.

Czytaj dalej...

Póki pogoda nie zacznie dopisywać, muszę "porcjować" materiał do wpisów - stąd takie przerwy. Mam nadzieję niedługo znów będę mógł was raczyć opowiadaniami z każdego weekendowego wypadu.
Dziś relacja "pod dachem" - z największego w Anglii i jednego z największych w Europie muzeum motoryzacji.
Mieści się ono kilkaset metrów od drogi A303 prowadzącej z Somerset do serca Londynu (zresztą chętnie z tej trasy korzystam) a oznakowania zjazdu nie pozwalają na pomyłkę.
W przeciwieństwie do Bovington - ten obiekt jest zdecydowanie bardziej nowoczesny i nawet na zewnątrz tryska "nowością".

Czytaj dalej...